Z pamiętnika Wiktorii.
16.02.2012
Zaczął się przedostatni dzień, płakać mi się chce, na myśl, że po jutrze wyjeżdżamy... wcześniej tak na to nie patrzyłam, ale nasze drogi z Tomkiem się rozejdą... zobaczymy się dopiero jak będzie jakaś dłuższa przerwa... ta myśl mnie przeraża. Co najgorsze, cały czas, blisko mnie będzie Kuba, bo nie wątpię, żeby po powrocie do domu zrezygnował. Czemu to Tomek nie może mieszkać tak blisko mnie? Zaczynam mieć już dość tej całej sytuacji i z minuty na minutę, zastanawiam się czy dobrze wczoraj zrobiłam... Ogólnie cały dzień spędziłam z moimi przyjaciółmi. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, Tomek cały czas obdarowywał mnie gorącymi pocałunkami i ciepłem jego ramion. Było mi tak przyjemnie, cudowne uczucie otaczającego mnie bezpieczeństwa. Jednak gdy zza okna chociaż przez sekundę można było zauważyć sylwetkę Kuby, serce zalewała fala lodowatej wody, która zamarzała z każdą minutą, a później rozkruszało się ono kawałek po kawałku. Nie wiem co się działo, miałam serdecznie dość tego uczucia, czemu moje serce rozpada się na dwie części? Jedna należy do Tomka- chłopaka, który skradł moje serce od pierwszego wejrzenia, chłopaka, który rozpala u mnie wszystkie możliwe zmysły, którego pragnę i kocham. A Kubę- szarmanckiego, pewnego siebie, tajemniczego ale i wrażliwego chłopaka, do którego nawet sama nie wiem co czuję. Tak w sumie minął ten dzień do wieczora, później wszyscy chcieli iść na stok, Tomek jednak ze względu na mnie chciał zostać. Widziałam tę chęć w jego oczach, dlatego kazałam mu iść. Podczas ich nieobecności puściłam sobie film, ale wcześniej się wykąpałam, wiedziałam, że ta noc ma być cudowna, dlatego wybrałam moją czerwoną bieliznę... boże, czemu ja w ogóle coś takiego mam ... Narzuciłam na nią mój podkoszulek do spania. Po umyciu, włączyłam film, gdzieś po pół godziny usłyszałam skrzypnięcie drzwi, myśląc, że to Tomek, ucieszyłam się i zarazem zdziwiłam, że tak krótko jeździł. Po paru sekundach wszystko się wyjaśniło, radość przeszła w strach i niepokój, czułam skręt w żołądku.
W drzwiach stał Kuba z szelmowskim uśmiechu na twarzy, jednak było coś nie tak... coś się nie zgadzało, nie tak zazwyczaj wyglądał ten uśmiech. W każdym razie, ten obraz było mi znieść najgorzej...
-Co chcesz?- spytałam wrogo
-Nie denerwuj się słońce- w tym momencie na sekundę znów pojawił się ten uśmiech, który tak dobrze znałam, ale chwilę później spoważniał- Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz - wszedł i zamknął drzwi.
-Nie mów do mnie słońce, a czuję się w porządku,dziękuję- odpowiedziałam już bardziej przyjacielskim tonem, bo nie ukrywam zrobiło mi się milej, przez jego słowa.
-To dobrze- uśmiechnął się i podszedł bliżej.
-Jeśli to tyle, to możesz iść.
Czułam jak palcami przejechał po moim policzku, odgarnął włosy.
-Kuba n... - nie zdążyłam dokończyć, ponieważ w tym momencie nasze usta się zetknęły, czułam jego ciepło, chciałam go odepchnąć, ale to pragnienie było silniejsze ode mnie. Dopiero kiedy jego ręce zjechały, nie wiem nawet kiedy, na linię bioder ocknęłam się. -Kuba, my nie możemy... przepraszam.\
-Wiktoria, spójrz na mnie. - podniósł moją głowę - wiem, że jest Tomek, ale musiałem to zrobić... zrozum, to jest silniejsze niż ja, miłość do ciebie jest znacznie silniejsza niż wszystko inne. Nie poddam się, będę walczył. Wszędzie... bez względu gdzie i jak daleko będę.
-Kuba nie utrudniaj mi tego... ja... lepiej już idź, za nim ktoś nas zobaczy.
Pocałował mnie w usta i wyszedł. Nagle z moich oczu pokapały łzy, spływały po policzkach, miałam dość wszystkiego. Włożyłam spodnie, narzuciłam kurtkę i pobiegłam do lasu. Chodziłam i rozmyślałam, dotarło do mnie, co chciałam powiedzieć Kubie, co tak na prawdę do niego czułam... Kochałam go, ale moim problemem było, że kochałam i Tomka. Przecież nie można kochać dwóch osób... to wbrew regułom... jednak ja kochałam, łamałam je, ostatnio łamałam wszystkie możliwe zasady. Doszłam do wniosku, że Tomek jest dla mnie ważny, Kuba nie jest mi obojętny. To prawda, ale to z Tomkiem jestem i chcę być. Kuba nigdy nie będzie mi obojętny i zawsze będzie częścią mnie. Wróciłam do domku i nawet nie wiem kiedy pogrążyłam się we śnie.
Gdzieś około 23 wszyscy przyszli z nart, budząc mnie przy tym hukiem butów o podłogę, śmiechów i głośnych rozmów. Po kilku minutach ktoś zaczął wychodzić po schodach, to był Tomek, przytulił mnie i pocałował, rozbudziłam się i także go przytuliłam. Tomek położył się na mnie, czułam jego ciężar, nasz usta się stykały, nasze ręce się stykały, nasze biodra się stykały. Było mi tak przyjemnie, byliśmy tam, razem, jako jedność. Jedność, która nigdy się nie rozerwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz