Z pamiętnika Wiktorii.
17.02.2012
Idąc nad ranem do łazienki, zobaczyłam, że na podłodze leży koperta. Na jej wierzchu pisało "Do Wiktorii", otworzyłam i zaczęłam go czytać.
" Wiktorio,
piszę do Ciebie ten list, żeby podziękować Ci za to kim dla mnie byłaś. Być może nie okazywałaś mi sympatii, ale wiem co do mnie czułaś i czujesz. Myślę, że nasze spotkanie to nie był przypadek, Bóg zesłał mi Ciebie dla wiary. Chciałem Cię przeprosić, że nie powiedziałem Ci tego wprost, ale to by bardziej bolało. To co Ci wczoraj powiedziałem było prawdą. Kocham Cię i bez względu na wszystko będę czekał, kiedy ty będziesz czytała ten list, mnie już nie będzie, wczoraj po naszej rozmowie wróciłem do domu, by pożegnać się z rodziną. To była moja ostatnia noc. Przegrałem. Przegrałem z rakiem. Dziękuję Ci za wszystko, za to, że być może ofiarowałaś mi kawałek swojego serca,
Pamiętaj. Kocham Cię i wierzę, że nasze dusze się spotkają.
-Kuba"
Nie mogłam uwierzyć w to co przeczytałam, zaczęłam płakać, kopałam i waliłam rękoma o drzwi i ścianę, słysząc to Tomek się obudził, zbiegł na dół i chwycił mnie w ramiona. Próbował mnie uspokoić, ale nie udawało mu się, byłam zbyt rozbita, moje łzy spływały po twarzy, szyi, spływały na dekolt, z każdą łzą czułam dotyk Kuby i pogrążałam się jeszcze bardziej. W końcu ucichłam, w tym czasie Tomek przeczytał list, który rzuciłam na podłogę. Dowiedział się jak było. Mimo tego cały czas mnie pocieszał i przytulał, po prostu był przy mnie. I tak pozostało. Następnego dnia wszyscy byli zdołowani. Mało co się odzywali. Tomek wrócił ze mną do domu, gdzie kilka dni później odbył się pogrzeb Kuby, kiedy już mięli zamykać trumnę, pożegnałam się z nim po raz ostatni, do ręki włożyłam my kawałek kartki, na którym pisało "Kochałam Cię i kocham nadal, kiedyś się spotkamy, ale do tego czasu, bądźmy szczęśliwi." Pocałowałam go w policzek i chwilę później leżał już w grobie, pod ziemią, był gdzieś daleko, ale ja czułam jego obecność i nadal ją czuję. Byłam z Tomkiem i jestem nadal, a Kuba nas chroni. Ja mam swoją miłość i wierzę, że on także ją znajdzie albo już znalazł. A kiedy przyjdzie czas, znowu się spotkamy.
***
Może zastanawiacie się gdzie jest list, czy go zatrzymałam... Mam go, mam go cały czas. W sercu i w myśli. A te wszystkie słowa spisane na kartce, pozostaną, tam gdzie były. W ostatnich minutach przed wyjazdem włożyłam ją w szparę w podłodze, pod dywanem, w szparę w kształcie serca. Może kiedyś ty go znajdziesz...
***
Dziękuję tym, którzy czytali moje opowiadanie, mam nadzieję, że się podobało i będziecie czytać następne. :)
czwartek, 1 listopada 2012
Z pamiętnika Wiktorii- dzień szósty (przedostatni)
Z pamiętnika Wiktorii.
16.02.2012
Zaczął się przedostatni dzień, płakać mi się chce, na myśl, że po jutrze wyjeżdżamy... wcześniej tak na to nie patrzyłam, ale nasze drogi z Tomkiem się rozejdą... zobaczymy się dopiero jak będzie jakaś dłuższa przerwa... ta myśl mnie przeraża. Co najgorsze, cały czas, blisko mnie będzie Kuba, bo nie wątpię, żeby po powrocie do domu zrezygnował. Czemu to Tomek nie może mieszkać tak blisko mnie? Zaczynam mieć już dość tej całej sytuacji i z minuty na minutę, zastanawiam się czy dobrze wczoraj zrobiłam... Ogólnie cały dzień spędziłam z moimi przyjaciółmi. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, Tomek cały czas obdarowywał mnie gorącymi pocałunkami i ciepłem jego ramion. Było mi tak przyjemnie, cudowne uczucie otaczającego mnie bezpieczeństwa. Jednak gdy zza okna chociaż przez sekundę można było zauważyć sylwetkę Kuby, serce zalewała fala lodowatej wody, która zamarzała z każdą minutą, a później rozkruszało się ono kawałek po kawałku. Nie wiem co się działo, miałam serdecznie dość tego uczucia, czemu moje serce rozpada się na dwie części? Jedna należy do Tomka- chłopaka, który skradł moje serce od pierwszego wejrzenia, chłopaka, który rozpala u mnie wszystkie możliwe zmysły, którego pragnę i kocham. A Kubę- szarmanckiego, pewnego siebie, tajemniczego ale i wrażliwego chłopaka, do którego nawet sama nie wiem co czuję. Tak w sumie minął ten dzień do wieczora, później wszyscy chcieli iść na stok, Tomek jednak ze względu na mnie chciał zostać. Widziałam tę chęć w jego oczach, dlatego kazałam mu iść. Podczas ich nieobecności puściłam sobie film, ale wcześniej się wykąpałam, wiedziałam, że ta noc ma być cudowna, dlatego wybrałam moją czerwoną bieliznę... boże, czemu ja w ogóle coś takiego mam ... Narzuciłam na nią mój podkoszulek do spania. Po umyciu, włączyłam film, gdzieś po pół godziny usłyszałam skrzypnięcie drzwi, myśląc, że to Tomek, ucieszyłam się i zarazem zdziwiłam, że tak krótko jeździł. Po paru sekundach wszystko się wyjaśniło, radość przeszła w strach i niepokój, czułam skręt w żołądku.
W drzwiach stał Kuba z szelmowskim uśmiechu na twarzy, jednak było coś nie tak... coś się nie zgadzało, nie tak zazwyczaj wyglądał ten uśmiech. W każdym razie, ten obraz było mi znieść najgorzej...
-Co chcesz?- spytałam wrogo
-Nie denerwuj się słońce- w tym momencie na sekundę znów pojawił się ten uśmiech, który tak dobrze znałam, ale chwilę później spoważniał- Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz - wszedł i zamknął drzwi.
-Nie mów do mnie słońce, a czuję się w porządku,dziękuję- odpowiedziałam już bardziej przyjacielskim tonem, bo nie ukrywam zrobiło mi się milej, przez jego słowa.
-To dobrze- uśmiechnął się i podszedł bliżej.
-Jeśli to tyle, to możesz iść.
Czułam jak palcami przejechał po moim policzku, odgarnął włosy.
-Kuba n... - nie zdążyłam dokończyć, ponieważ w tym momencie nasze usta się zetknęły, czułam jego ciepło, chciałam go odepchnąć, ale to pragnienie było silniejsze ode mnie. Dopiero kiedy jego ręce zjechały, nie wiem nawet kiedy, na linię bioder ocknęłam się. -Kuba, my nie możemy... przepraszam.\
-Wiktoria, spójrz na mnie. - podniósł moją głowę - wiem, że jest Tomek, ale musiałem to zrobić... zrozum, to jest silniejsze niż ja, miłość do ciebie jest znacznie silniejsza niż wszystko inne. Nie poddam się, będę walczył. Wszędzie... bez względu gdzie i jak daleko będę.
-Kuba nie utrudniaj mi tego... ja... lepiej już idź, za nim ktoś nas zobaczy.
Pocałował mnie w usta i wyszedł. Nagle z moich oczu pokapały łzy, spływały po policzkach, miałam dość wszystkiego. Włożyłam spodnie, narzuciłam kurtkę i pobiegłam do lasu. Chodziłam i rozmyślałam, dotarło do mnie, co chciałam powiedzieć Kubie, co tak na prawdę do niego czułam... Kochałam go, ale moim problemem było, że kochałam i Tomka. Przecież nie można kochać dwóch osób... to wbrew regułom... jednak ja kochałam, łamałam je, ostatnio łamałam wszystkie możliwe zasady. Doszłam do wniosku, że Tomek jest dla mnie ważny, Kuba nie jest mi obojętny. To prawda, ale to z Tomkiem jestem i chcę być. Kuba nigdy nie będzie mi obojętny i zawsze będzie częścią mnie. Wróciłam do domku i nawet nie wiem kiedy pogrążyłam się we śnie.
Gdzieś około 23 wszyscy przyszli z nart, budząc mnie przy tym hukiem butów o podłogę, śmiechów i głośnych rozmów. Po kilku minutach ktoś zaczął wychodzić po schodach, to był Tomek, przytulił mnie i pocałował, rozbudziłam się i także go przytuliłam. Tomek położył się na mnie, czułam jego ciężar, nasz usta się stykały, nasze ręce się stykały, nasze biodra się stykały. Było mi tak przyjemnie, byliśmy tam, razem, jako jedność. Jedność, która nigdy się nie rozerwie.
16.02.2012
Zaczął się przedostatni dzień, płakać mi się chce, na myśl, że po jutrze wyjeżdżamy... wcześniej tak na to nie patrzyłam, ale nasze drogi z Tomkiem się rozejdą... zobaczymy się dopiero jak będzie jakaś dłuższa przerwa... ta myśl mnie przeraża. Co najgorsze, cały czas, blisko mnie będzie Kuba, bo nie wątpię, żeby po powrocie do domu zrezygnował. Czemu to Tomek nie może mieszkać tak blisko mnie? Zaczynam mieć już dość tej całej sytuacji i z minuty na minutę, zastanawiam się czy dobrze wczoraj zrobiłam... Ogólnie cały dzień spędziłam z moimi przyjaciółmi. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, Tomek cały czas obdarowywał mnie gorącymi pocałunkami i ciepłem jego ramion. Było mi tak przyjemnie, cudowne uczucie otaczającego mnie bezpieczeństwa. Jednak gdy zza okna chociaż przez sekundę można było zauważyć sylwetkę Kuby, serce zalewała fala lodowatej wody, która zamarzała z każdą minutą, a później rozkruszało się ono kawałek po kawałku. Nie wiem co się działo, miałam serdecznie dość tego uczucia, czemu moje serce rozpada się na dwie części? Jedna należy do Tomka- chłopaka, który skradł moje serce od pierwszego wejrzenia, chłopaka, który rozpala u mnie wszystkie możliwe zmysły, którego pragnę i kocham. A Kubę- szarmanckiego, pewnego siebie, tajemniczego ale i wrażliwego chłopaka, do którego nawet sama nie wiem co czuję. Tak w sumie minął ten dzień do wieczora, później wszyscy chcieli iść na stok, Tomek jednak ze względu na mnie chciał zostać. Widziałam tę chęć w jego oczach, dlatego kazałam mu iść. Podczas ich nieobecności puściłam sobie film, ale wcześniej się wykąpałam, wiedziałam, że ta noc ma być cudowna, dlatego wybrałam moją czerwoną bieliznę... boże, czemu ja w ogóle coś takiego mam ... Narzuciłam na nią mój podkoszulek do spania. Po umyciu, włączyłam film, gdzieś po pół godziny usłyszałam skrzypnięcie drzwi, myśląc, że to Tomek, ucieszyłam się i zarazem zdziwiłam, że tak krótko jeździł. Po paru sekundach wszystko się wyjaśniło, radość przeszła w strach i niepokój, czułam skręt w żołądku.
W drzwiach stał Kuba z szelmowskim uśmiechu na twarzy, jednak było coś nie tak... coś się nie zgadzało, nie tak zazwyczaj wyglądał ten uśmiech. W każdym razie, ten obraz było mi znieść najgorzej...
-Co chcesz?- spytałam wrogo
-Nie denerwuj się słońce- w tym momencie na sekundę znów pojawił się ten uśmiech, który tak dobrze znałam, ale chwilę później spoważniał- Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz - wszedł i zamknął drzwi.
-Nie mów do mnie słońce, a czuję się w porządku,dziękuję- odpowiedziałam już bardziej przyjacielskim tonem, bo nie ukrywam zrobiło mi się milej, przez jego słowa.
-To dobrze- uśmiechnął się i podszedł bliżej.
-Jeśli to tyle, to możesz iść.
Czułam jak palcami przejechał po moim policzku, odgarnął włosy.
-Kuba n... - nie zdążyłam dokończyć, ponieważ w tym momencie nasze usta się zetknęły, czułam jego ciepło, chciałam go odepchnąć, ale to pragnienie było silniejsze ode mnie. Dopiero kiedy jego ręce zjechały, nie wiem nawet kiedy, na linię bioder ocknęłam się. -Kuba, my nie możemy... przepraszam.\
-Wiktoria, spójrz na mnie. - podniósł moją głowę - wiem, że jest Tomek, ale musiałem to zrobić... zrozum, to jest silniejsze niż ja, miłość do ciebie jest znacznie silniejsza niż wszystko inne. Nie poddam się, będę walczył. Wszędzie... bez względu gdzie i jak daleko będę.
-Kuba nie utrudniaj mi tego... ja... lepiej już idź, za nim ktoś nas zobaczy.
Pocałował mnie w usta i wyszedł. Nagle z moich oczu pokapały łzy, spływały po policzkach, miałam dość wszystkiego. Włożyłam spodnie, narzuciłam kurtkę i pobiegłam do lasu. Chodziłam i rozmyślałam, dotarło do mnie, co chciałam powiedzieć Kubie, co tak na prawdę do niego czułam... Kochałam go, ale moim problemem było, że kochałam i Tomka. Przecież nie można kochać dwóch osób... to wbrew regułom... jednak ja kochałam, łamałam je, ostatnio łamałam wszystkie możliwe zasady. Doszłam do wniosku, że Tomek jest dla mnie ważny, Kuba nie jest mi obojętny. To prawda, ale to z Tomkiem jestem i chcę być. Kuba nigdy nie będzie mi obojętny i zawsze będzie częścią mnie. Wróciłam do domku i nawet nie wiem kiedy pogrążyłam się we śnie.
Gdzieś około 23 wszyscy przyszli z nart, budząc mnie przy tym hukiem butów o podłogę, śmiechów i głośnych rozmów. Po kilku minutach ktoś zaczął wychodzić po schodach, to był Tomek, przytulił mnie i pocałował, rozbudziłam się i także go przytuliłam. Tomek położył się na mnie, czułam jego ciężar, nasz usta się stykały, nasze ręce się stykały, nasze biodra się stykały. Było mi tak przyjemnie, byliśmy tam, razem, jako jedność. Jedność, która nigdy się nie rozerwie.
piątek, 5 października 2012
Z pamiętnika Wiktorii- dzień piąty.
Z pamiętnika Wiktorii.
16.02.2012
Otworzyłam oczy, zauważyłam, że leżę w łóżku, w moim pokoju, wszystko mnie bolało, lekko kręciło mi się w głowie. Postanowiłam iść się umyć. Zaczęłam schodzić gdy zobaczyłam Olę i Daniela przytulonych podczas snu , Sebę na drugim łóżku, Kubę (Co on tu robił?!) na fotelu i mojego kochanego Tomusia na drugim. Wzruszyłam się, z jednej strony cieszyłam się, że Kuba tu jest, ale jego obecność również mnie niepokoiła. Następny schodek miał być ty pechowym. Zaczęło mi się kręcić w głowie jeszcze bardziej niż przedtem, zobaczyłam mroczki przed oczami, uderzyłam o poręcz i zaczęłam spadać ale nagle usłyszałam dwa okrzyki i dwie pary rąk chwyciły mnie.
-Wiki, nic nie nie jest? - spytał przestraszony Tomek - A ty co? - warknął - Dzięki, że mi pomogłeś, ale już ją możesz puścić.
-Gdybym jej nie złapał to by spadła - odezwał się zdenerwowany Kuba.
-Nie denerwuj mnie i puść ją w tej chwili - kiedy Kuba mnie puścił, Tomek przyciągnął mnie do siebie.
-Dziękuję, cześć - powiedziałam ochryple
-Cześć Wiki -Kuba uśmiechnął się- Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie- uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Hej kochanie - Tomek nie dawał za wygraną. Pocałował mnie w czoło - Nieźle mnie wczoraj przestraszyłaś. Jak się czujesz?
-Nie najlepiej. Nie chciałam Was obudzić, przepraszam.
-Przestań! Co ty wygadujesz? Bardzo dobrze, że nas obudziłaś.
-No właśnie- odezwał się Kuba i na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Wybaczcie, ale ja się pójdę umyć - powiedziałam.
-Pewnie, idź, idź, poczekam - odezwał się Tomek
-Poczekamy - poprawił Kuba.
Weszłam do łazienki, rozebrałam się, puściłam wodę i już miałam wchodzić do łazienki, kiedy usłyszałam głos Tomka:
-Co ty odpierdalasz gościu? - dało się słyszeć jak wściekły jest Tomek.
-Ja? Nic, a co ja niby robię?
-Przestań! Widzę, jak na nią patrzysz!
-A nie mogę ?!
-Przestań ze mną zadzierać, spróbuj coś kombinować, masz się od niej odwalić, rozumiesz?!
-Oj... niepokoisz się, bo wiesz, że jestem od Ciebie lepszy! Uważaj, bo ją stracisz... ona coś do mnie czuje, wiem to.
Usłyszałam tylko "Wypierdalaj stąd! I nie waż się do niej zbliżać!" Owinęłam się szybko ręcznikiem, wyszłam, chwyciłam Tomka za koszulkę i podniosłam głos:
-Puść go! Tomek, puść! Wiesz, że kocham tylko i wyłącznie ciebie! - obróciłam do przodem do siebie - A ty ?! Co ty sobie myślisz?! O mnie możesz zapomnieć. Nigdy nic "więcej" do ciebie nie czułam i nie będę czuła. Dzięki za wszystko, ale będzie lepiej jak już pójdziesz.
Kuba tylko posmutniał i wyszedł. Tomek był jeszcze trochę zdenerwowany, ale przytulił mnie i uspokoił się.
-Też cie kocham - przytulił mnie jeszcze mocniej - Bardzo Ci ładnie w tym ręczniku, ale idź się umyj i ubierz bo tu jest zimno.
-Eh... no dobrze, ale wiesz, że przy tobie mi nie zimno - cmoknęłam go w usta i poszłam się umyć.
Kąpiąc się, cały czas myślałam nad zaistniałą sytuacją, Może źle zrobiłam traktując tak Kubę... . Ciepła woda spływała po moim ciele, zmywała cały stres. Co do Kuby to chyba dobrze postąpiłam... chyba. Ale należało mu się, Dobrze zrobiłam... .
Wyszłam i zobaczyłam, że na wieszaku wisi czerwona koszula w czarną kratkę, założyłam swoją czarną bieliznę, nie nią założyłam Koszulę Tomka i spodnie od pidżamy. Kiedy wyszłam, Tomek wpatrywał się w okno. Chyba się zamyślił, bo nie usłyszał jak wyszłam. Nie mogłam uwierzyć, że reszta dalej spała... nic ich nie obudziło, śpiochy jedne. Zaczęłam wychodzić na górę kiedy Tomek nagle się ocknął.
-Ojej, sorki, zamyśliłem się, czemu nic nie mówisz? Pomógłbym ci przecież,
-Nic nie szkodzi, sama poniosę, A o czym tak myślałeś?
-Oj, no daj - i wziął moje ubrania i kosmetyki - A o niczym ważnym, tylko o tym... debilu. Przepięknie ci w mojej koszuli - uśmiechnął się.
-Ech, daj już spokój, on gadał głupoty- i tu nagle ścisnęło mi się serce - Siadaj- wskazałam łóżko- siadł, ale był bardzo smutny - Ej misiek, co jest? - objęłam go
-Nic- też mnie objął - Po porostu nie chcę cię stracić...
-Co?! Głuptasie, nie stracisz mnie! Ja cię kocham!
-Też cię kocham, ale ten frajer naprawdę mnie niepokoi...
-Ej... nie ufasz mi? - puściłam go
-Oczywiście, że ufam - przysunął mnie do siebie i zwaliliśmy się na łóżko. Nachylił się nade mną - Ufam ci, w stu procentach ci ufam.
Czułam dreszcze na całym ciele, ciepło jego ciała mnie ogrzewało, wydawało się, że idealnie dopasowuje się do mojego ciała. Poczułam, że bardzo go pragnę, dopiero teraz to sobie uzmysłowiłam. Pragnęłam go bardziej niż myślałam, najbardziej na świecie. Otrząsnęłam się dopiero kiedy nagle przyjemne ciepło zniknęło.
-Wiki?! Słyszysz mnie?
-Co? Tak, tak, przepraszam, zamyśliłam się.
***
Dzień zleciał, nasza grupa pojechała na wycieczkę, także zostałam sama, bo grupa chłopaków też gdzieś pojechała. Na moje nieszczęście lub szczęście Kuba był na ośrodku. Gdzieś o 14:00 ktoś zapukał do drzwi, zdziwiona poszłam otworzyć drzwi. Przede mną stał uśmiechnięty Kuba, przyglądający się mojej osobie ubranej w męską koszulkę z napisem "Vans" na środku i podkolanówkach z dwoma paskami na ich górze.
-Witaj Wiktorio- powiedział
-Em... cześć.
-Mogę wejść?
-Chyba tak... proszę - wskazałam fotel
-Dziękuję - wszedł i siadł
-Nie wiem, czy powinieneś tu być - stanęłam naprzeciw niego
Oj przestań - wstał i podszedł krok bliżej - Wiem, że nie jestem ci obojętny.
-No widzisz... mylisz się.
-Wątpię- przyciągnął mnie do siebie, pocałował, jego ręka powędrowała pod moją koszulkę i dotknęła pleców.
Ogarnęło mnie jakieś dziwne, nowe i przerażająco przyjemne uczucie, po czym odepchnęłam go. Powiedział tylko "Teraz będziesz mnie pragnęła jeszcze bardziej niż pragniesz teraz" i wyszedł. Zaczęłam płakać, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, czemu podobało mi się to kiedy mnie całował? Przecież ja mam chłopaka... miałam dość wszystkiego. Ale kochałam Tomka i ten pocałunek nic nie znaczył. Nie będę w ogóle o nim myślała. A te słowa Kuby... czy to była prawda? Czy tak miało się stać? Nie wiem. Ale pewnie niedługo się przekonam. Reszta dnia minęła spokojnie, oglądałam sobie filmy na laptopie i czekałam, aż wszyscy wrócą, po około trzech godzinach Ola wróciła, opowiedziałam jej, co się stało i zdecydowałyśmy, że lepiej będzie, jeśli nic nie powiem Tomkowi. Szkoda by było, robić sobie jeszcze większe problemy. Ola wieczorem miała iśc na stok wraz z Danielem, z tego co wiem Sebastian też miał iść. Miałam ogromną nadzieję, że Kuba pójdzie razem z nimi.
Nastał wieczór, wszyscy wcielili swoje plany w życie. W naszym domku zostałam tylko ja i Tomek.
-To co dzisiaj robimy misiek?- zapytałam
-Nie mam pojęcia, a co byś chciała robić?
-Hmhmhm... być z tobą - uśmiechnęłam się,
-Nawet jakbyś nie chciała, to musiałabyś - uśmiechnął się - Może pójdziemy się umyć? Położymy i jakiś film czy coś?
-Hm... no okej. To ty idź pierwszy.
-Dobra, to puść jakiś film - cmoknął mnie w usta
-Okej, a koszuli, dla jasności ci nie oddam - uśmiechnęłam się
Po umyciu się, włączyliśmy film, w pewnym momencie Tomek zjechał ręką z mojej talii na biodra, obróciłam się, popatrzył mi się w oczy i pocałował namiętnie, nagle zaczął rozpinać guziki mojej (ale jego) koszuli, po czym ściągnął mi ją, Byłam zdenerwowana, ale czułam, że to on, że to on jest tym jedynym. Porwaliśmy się w wir namiętności, czułam to gorąco od niego buchające, jak każda moja część ciała reaguje, na ten cudowny stan, To uczucie, sprawiało, że mogłabym tam wtedy umrzeć, w spokoju, poniesiona namiętnością chwili. Wszystko wydawało się wtedy cudowne i kolorowe, nic więcej już nie pragnęłam.
niedziela, 30 września 2012
Z pamiętnika Wiktorii- dzień czwarty.
Z pamiętnika Wiktorii.
15.02.2012
Obudziłam się w cudownym nastroju. Popatrzyłam na Tomka, przeczesałam jego włosy i poszłam do pokoju. Schodząc, zauważyłam, że Ola gdzieś zniknęła. W momencie, w którym otworzyłam drzwi, zauważyłam, że jest w pokoju. Przywitałam się z nią i opowiedziałam o wczorajszej dziwnej sytuacji. Postanowiłyśmy się przejść. Założyłam swoją męską, dużą bluzę , na nogi wciągnęłam rajstopy i zakolanówki, na głowę czapkę i wyszłyśmy na zewnątrz. Kiedy szłyśmy w kierunku stoku w pewnym momencie ktoś złapał mnie za talię i krzyknął "Bu". W tym samym momencie co Ola, obróciłam się i zobaczyłam mojego kolegę z dyskoteki i jego kolegę.
-Cześć Wiktoria- przywitał się Kuba
-Cześć Kuba- uśmiechnęłam się
-Na spacerku?
-No tak, a wy co tu robicie tak rano?
W tym momencie odezwał się kolega Kuby:
-A tak przejść się poszliśmy. Jestem Daniel- podał mi rękę, a następnie Oli i w tym momencie zauważyłam iskrę w jego oku i jeszcze szerszy uśmiech.
-Wiktoria, miło mi
-Cześć, Ola, miło mi również- odwzajemniła uśmiech a następnie zwróciła się do Kuby- My się jeszcze nie znamy, Ola.
-Kuba, miło mi- uśmiechnął się- To gdzie idziecie?
-Do stoku i z powrotem. A wy?
-A my... a no w sumie nie wiemy ale chętnie się z wami przejdziemy- na twarzach obu chłopaków pojawił się uśmiech.
-Em... bo w zasadzie to ja już muszę wracać, ale Ola jak chce to może zostać- uśmiechnęłam się
-A... nie, ja pójdę z Tobą- odpowiedziała
-O... no okej, szkoda- powiedział Kuba
-Ale mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy- Daniel spojrzał na Olę z niezbyt zadowoloną miną
-Tak, pewnie. Po południu Wiki idzie na stok a ja nie będę miała co robić, to jak coś to wbij...cie.
I w tym momencie Daniel wyszczerzył się, w promiennym uśmiechu.
-No to super, a w jakim pokoju mieszkacie?
-39 B- Ola uśmiechnęła się
-To wpadniemy- mrugnął
-To cześć- powiedziałyśmy
-Papa, do zobaczenia.
Gdy odeszłyśmy na tyle, żeby nas nie usłyszeli powiedziałam:
-No, Ola, widzę, że będzie nowa para - i ją objęłam.
-Co?! Co ty gadasz?!
-No przestań... widziałam, jak zareagowałaś na Daniela i jak on zareagował na ciebie.
-Yyy... jak niby? Przecież ja nic nie zrobiłam.
-Hahaha, no nie, wcale. Oczy ci się od razu zaświeciły.
-Ej... eh, szkoda, że on tak nie zareagował... - zasmuciła się
-Co?! Ty żartujesz w tym momencie?!- krzyknęłam
-Co?
-Nie widziałaś tego ?!
-Ale czego?!
-Tego uśmiechu jak mu powiedziałaś, że później może wpaść, tych iskier w jego oczach jak cię zobaczył?
-Co? Kłamiesz. - i wtedy weszłyśmy do pokoju.
-Nie kłamię gnoju!
-Kłamiesz!
-Nie!- i przewaliłam ją na łóżko, po czym zaczęłam ją okładać poduszkami. Zaczęłyśmy się śmiać.- No okej- odłożyłam poduszkę i poszłyśmy obudzić naszych sąsiadów.
Gdy weszłyśmy, jeszcze spali. Najpierw obudziłyśmy Sebastiana, później poszłam obudzić Tomka.
-Hej misiu- pogłaskałam go- wstawaj - i dałam mu buziaka.
-Ech... jakże cudowna pobudka - powiedział zaspale i się uśmiechnął
-Wiem, wiem, ale wstawaj już.
-No dobrze, już dobrze, wstaję- ciągle się uśmiechał - A mogłabyś się obrócić, bo nie chce mi się iść do łazienki ? - zaczął się śmiać, ja również.
-No dobra - i się obróciłam, jednak kiedy ubrał już dolną część ubrania, z powrotem się obróciłam - O której dzisiaj wracasz z tego stoku? - zapytałam.
-Nie wiem, gdzieś koło 17:00, a co ?
-A nic, będę tęskniła- przybrałam smutny ton, uśmiechając się pod nosem.
-Ja też, kocham cię, wiesz?
-Wiem, ja ciebie też - w tym momencie chwycił mnie za biodra przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował. Uwielbiałam to uczucie gdy mnie dotykał, jakby gorące iskierki rozchodziły się po całym moim ciele. To ciepło od niego bijące pozbawiało mnie jakiegokolwiek zimna. Chciałam, żeby te chwile trwały cały czas ale niestety nasi przyjaciele, na dole już się niecierpliwili.
-Dobra, chodźmy na śniadanie. A! I jeszcze jedno. Strasznie mnie denerwuje ten Kuba... .
-Ten z dyskoteki? Od wpadania?
-Tak... ale to nie ważne, chodźmy - i pociągnęłam go na dół.
Poszliśmy na śniadanie, na moje nieszczęście była tam też grupa Kuby... . Sama nie wiem co o nim myślę, z jednej strony mnie denerwuje, a z drugiej coś mnie w nim intryguje. Gubię się w myślach, bo kocham Tomka i tylko jego, ale w tamtym jest coś co mnie przyciąga... stop. O czym ja wgl. myślę.... powinnam się zastanowić o czym myślę, jakby to Tomek usłyszał... . Ze względu na Olę, będę dla niego miła, ale muszę, jak najmniej się z nim kontaktować...
Po śniadaniu Tomek pojechał do Zakopanego. Ola przygotowywała się do spotkania z Danielem i chyba Kubą (chociaż co do jego przyjścia nie byłam pewna) . W każdym razie, ja wyciągnęłam Sebastiana na stok.
-To jak ci się tam układa z Tomkiem?
-Ach... no dobrze, a ty coś... ? - uśmiechnęłam się
-Nie, nie.
Nagle przystanęłam
-Sebek, przepraszam, że nie mam dla Ciebie czasu.
-Oj, nie szkodzi Wiki. - uśmiechnął się
-Jezu! Ty zawsze z tym "nie szkodzi", właśnie szkodzi. Pojechałeś na ten obóz, żebyśmy się spotkali a ja prawie w ogóle nie spędzam z tobą czasu.
-Nie prawda. No bo nie szkodzi. To jak mam mówić jak nie szkodzi? - wykrzywił się.
-Och! Skończ! - i zaczęliśmy się oboje śmiać.
Wyjeżdżając nasza konwersacja toczyła się dalej. Nie wiedziałam, czy powiedzieć mu o Kubie... jednak się nie zdecydowałam.
Jeździliśmy cały dzień.
-No to co, ostatni zjazd?- spytał Sebastian
-Spoko. - widzimy się na dole i w tym momencie zauważyłam Kubę, przyglądającego się nam.
Ale cóż, zaczęliśmy zjeżdżać, Sebek pierwszy ja za nim.
Gdzieś w połowie góry, ktoś mignął mi przed oczami, mało brakowało a mielibyśmy wypadek, oszołomiona, skręciłam w bok, poczułam mocne uderzenie, a później już tylko ciemność. Ciszę i ciemność.
-Cześć Wiktoria- przywitał się Kuba
-Cześć Kuba- uśmiechnęłam się
-Na spacerku?
-No tak, a wy co tu robicie tak rano?
W tym momencie odezwał się kolega Kuby:
-A tak przejść się poszliśmy. Jestem Daniel- podał mi rękę, a następnie Oli i w tym momencie zauważyłam iskrę w jego oku i jeszcze szerszy uśmiech.
-Wiktoria, miło mi
-Cześć, Ola, miło mi również- odwzajemniła uśmiech a następnie zwróciła się do Kuby- My się jeszcze nie znamy, Ola.
-Kuba, miło mi- uśmiechnął się- To gdzie idziecie?
-Do stoku i z powrotem. A wy?
-A my... a no w sumie nie wiemy ale chętnie się z wami przejdziemy- na twarzach obu chłopaków pojawił się uśmiech.
-Em... bo w zasadzie to ja już muszę wracać, ale Ola jak chce to może zostać- uśmiechnęłam się
-A... nie, ja pójdę z Tobą- odpowiedziała
-O... no okej, szkoda- powiedział Kuba
-Ale mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy- Daniel spojrzał na Olę z niezbyt zadowoloną miną
-Tak, pewnie. Po południu Wiki idzie na stok a ja nie będę miała co robić, to jak coś to wbij...cie.
I w tym momencie Daniel wyszczerzył się, w promiennym uśmiechu.
-No to super, a w jakim pokoju mieszkacie?
-39 B- Ola uśmiechnęła się
-To wpadniemy- mrugnął
-To cześć- powiedziałyśmy
-Papa, do zobaczenia.
Gdy odeszłyśmy na tyle, żeby nas nie usłyszeli powiedziałam:
-No, Ola, widzę, że będzie nowa para - i ją objęłam.
-Co?! Co ty gadasz?!
-No przestań... widziałam, jak zareagowałaś na Daniela i jak on zareagował na ciebie.
-Yyy... jak niby? Przecież ja nic nie zrobiłam.
-Hahaha, no nie, wcale. Oczy ci się od razu zaświeciły.
-Ej... eh, szkoda, że on tak nie zareagował... - zasmuciła się
-Co?! Ty żartujesz w tym momencie?!- krzyknęłam
-Co?
-Nie widziałaś tego ?!
-Ale czego?!
-Tego uśmiechu jak mu powiedziałaś, że później może wpaść, tych iskier w jego oczach jak cię zobaczył?
-Co? Kłamiesz. - i wtedy weszłyśmy do pokoju.
-Nie kłamię gnoju!
-Kłamiesz!
-Nie!- i przewaliłam ją na łóżko, po czym zaczęłam ją okładać poduszkami. Zaczęłyśmy się śmiać.- No okej- odłożyłam poduszkę i poszłyśmy obudzić naszych sąsiadów.
Gdy weszłyśmy, jeszcze spali. Najpierw obudziłyśmy Sebastiana, później poszłam obudzić Tomka.
-Hej misiu- pogłaskałam go- wstawaj - i dałam mu buziaka.
-Ech... jakże cudowna pobudka - powiedział zaspale i się uśmiechnął
-Wiem, wiem, ale wstawaj już.
-No dobrze, już dobrze, wstaję- ciągle się uśmiechał - A mogłabyś się obrócić, bo nie chce mi się iść do łazienki ? - zaczął się śmiać, ja również.
-No dobra - i się obróciłam, jednak kiedy ubrał już dolną część ubrania, z powrotem się obróciłam - O której dzisiaj wracasz z tego stoku? - zapytałam.
-Nie wiem, gdzieś koło 17:00, a co ?
-A nic, będę tęskniła- przybrałam smutny ton, uśmiechając się pod nosem.
-Ja też, kocham cię, wiesz?
-Wiem, ja ciebie też - w tym momencie chwycił mnie za biodra przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował. Uwielbiałam to uczucie gdy mnie dotykał, jakby gorące iskierki rozchodziły się po całym moim ciele. To ciepło od niego bijące pozbawiało mnie jakiegokolwiek zimna. Chciałam, żeby te chwile trwały cały czas ale niestety nasi przyjaciele, na dole już się niecierpliwili.
-Dobra, chodźmy na śniadanie. A! I jeszcze jedno. Strasznie mnie denerwuje ten Kuba... .
-Ten z dyskoteki? Od wpadania?
-Tak... ale to nie ważne, chodźmy - i pociągnęłam go na dół.
Poszliśmy na śniadanie, na moje nieszczęście była tam też grupa Kuby... . Sama nie wiem co o nim myślę, z jednej strony mnie denerwuje, a z drugiej coś mnie w nim intryguje. Gubię się w myślach, bo kocham Tomka i tylko jego, ale w tamtym jest coś co mnie przyciąga... stop. O czym ja wgl. myślę.... powinnam się zastanowić o czym myślę, jakby to Tomek usłyszał... . Ze względu na Olę, będę dla niego miła, ale muszę, jak najmniej się z nim kontaktować...
Po śniadaniu Tomek pojechał do Zakopanego. Ola przygotowywała się do spotkania z Danielem i chyba Kubą (chociaż co do jego przyjścia nie byłam pewna) . W każdym razie, ja wyciągnęłam Sebastiana na stok.
-To jak ci się tam układa z Tomkiem?
-Ach... no dobrze, a ty coś... ? - uśmiechnęłam się
-Nie, nie.
Nagle przystanęłam
-Sebek, przepraszam, że nie mam dla Ciebie czasu.
-Oj, nie szkodzi Wiki. - uśmiechnął się
-Jezu! Ty zawsze z tym "nie szkodzi", właśnie szkodzi. Pojechałeś na ten obóz, żebyśmy się spotkali a ja prawie w ogóle nie spędzam z tobą czasu.
-Nie prawda. No bo nie szkodzi. To jak mam mówić jak nie szkodzi? - wykrzywił się.
-Och! Skończ! - i zaczęliśmy się oboje śmiać.
Wyjeżdżając nasza konwersacja toczyła się dalej. Nie wiedziałam, czy powiedzieć mu o Kubie... jednak się nie zdecydowałam.
Jeździliśmy cały dzień.
-No to co, ostatni zjazd?- spytał Sebastian
-Spoko. - widzimy się na dole i w tym momencie zauważyłam Kubę, przyglądającego się nam.
Ale cóż, zaczęliśmy zjeżdżać, Sebek pierwszy ja za nim.
Gdzieś w połowie góry, ktoś mignął mi przed oczami, mało brakowało a mielibyśmy wypadek, oszołomiona, skręciłam w bok, poczułam mocne uderzenie, a później już tylko ciemność. Ciszę i ciemność.
niedziela, 23 września 2012
Z pamiętnika Wiktorii- dzień trzeci.
Z pamiętnika Wiktorii.
14.02.2012 - Walentynki.
No tak, obudziliśmy się o 6:00, wtedy kiedy zadzwonił budzik, wstaliśmy, uczesaliśmy się i mieliśmy iść budzić naszych przyjaciół, ale wtedy pocałowałam Tomka w policzek i przytuliłam. Tuląc go, powiedziałam:
-Dziękuję ci za wczorajszą rozmowę i w ogóle dziękuję, że jesteś - popatrzyłam na niego i on też mnie pocałował i powiedział:
-To ja powinienem to mówić, wiesz... jesteś cudowna.
I poszliśmy ich obudzić, później zachowywaliśmy się, jakby nic się nie wydarzyło. Powiedziałam Oli, co się dzisiaj wydarzyło, ale było mi dziwnie smutno... walentynki, dzień zakochanych, najpierw taka sytuacja a teraz...? Nawet się do siebie nie odzywamy. Później widzieliśmy się dopiero wieczorem ponieważ byliśmy na wycieczce i na basenie. gdy wróciliśmy do ośrodka, coś było nie tak. Było strasznie ciemno. Okazało się, że nie ma prądu i prawdopodobnie do jutra nie będzie. Lecz wszyscy zapomnieli jakie święto odbywa się 14 lutego. Tak, walentynki. To co wymyślili kierownicy ośrodka, dodało temu miejscu romantyczności i iskier magii. Wszędzie poustawiane były świece i lampiony. Tuż po tym jak przyszłyśmy do pokoju, zawitał u nas Tomek, zapytał czy mam ochotę się z nim przejść na spacer i wręczył mi piękną czerwoną różę. Zgodziłam się, zaprosiłam go do środka ale nie wszedł, powiedział, że za 10 minut po mnie będzie. Było dość ciepło więc założyłam bluzkę szalik i na to sweter, do tego rurki, włosy rozpuściłam. Dokładnie 10 minut później pojawił się Tomek.
-Pięknie wyglądasz- powiedział kiedy mnie zobaczył.
Wskazał mi drzwi a kiedy podeszłam, przepuścił mnie. Gdy zeszliśmy ze schodów złapał mnie za rękę, było magicznie! Wzdłuż ścieżek ustawione były lampiony i świece, cały ośrodek rozbłysł blaskiem świec. Po zejściu ze schodów, Tomek chwycił mnie za rękę i zaprowadził gdzieś. Pytałam gdzie idziemy ale nie chciał niczego zdradzić. Wydawało mi się, że idziemy w stronę stoku, ale nie byłam pewna, bo zasłonił mi oczy szalikiem. Gdy doszliśmy posadził mnie na ławce i ściągnął mi go z oczu. Siedzieliśmy na ławce, patrząc na las. Wokół ławki poukładane były świece. Zaproponował, czy podejdziemy do barierki, zgodziłam się, tam oparł się o nią, chwycił moje ręce i przysunął mnie do siebie. Spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Wiesz Wiktoria... już od samego początku, gdy tylko cię zobaczyłem coś poczułem, nie potrafię tego opisać, jesteś pierwszą osobą, na której mi tak bardzo zależy, może uznasz, że jestem dziwny, ale nigdy wcześniej nie miałem dziewczyny, czekałem ciągle na tą odpowiednią aż w końcu poznałem ciebie. Kocham Cię.... i mam pytanie... czy chciałabyś być moją dziewczyną?
Poczułam, że moje oczy robią się mokre, sekundę później po policzku spłynęła mi łza, on ją otarł, chwycił moją twarz, popatrzył w moje oczy jeszcze głębiej. Zaczęłam coś mówić, ale w końcu się poddałam. Odpowiedziałam :
-Tak! Do nikogo jeszcze czegoś podobnego nie czułam - po czym przytuliłam się do niego.
Po chwili przytulania popatrzyliśmy się na siebie i Tomek pocałował mnie w usta. Trwało to kilka minut, po czym znów spojrzeliśmy na siebie, Tomek uśmiechnął się i powiedział:
-Mam coś dla ciebie - i odwrócił mnie w drugą stronę stoku. Przeżyłam szok, na stoku poukładane były świece w kształcie serca, a w środku widniał napis "Kocham Cię". Zaniemówiłam.
-Czy ty, to wszystko... dla mnie?! Nie musiałeś... przecież... jejku, ile ty w to pracy włożyłeś - zamilkłam i po chwili powiedziałam - Też cię kocham - i pocałowałam go w usta.
-Przestań, to była dla mnie sama przyjemność robiąc to dla ciebie. - i również mnie pocałował - Dzisiaj są walentynki... - kontynuował- a więc, zechciałabyś być moją walentynką? - zapytał.
Przytuliłam go i szepnęłam mu do ucha
-Oczywiście. Ale mamy problem.
-Jaki? - spytał zasmucony.
-Ty dałeś mi najlepszy prezent na świecie, sprawiłeś, że ten dzień stał się najwspanialszym w moim życiu, a ja nic dla ciebie nie mam...
Uśmiechnął się i rzekł:
-Głuptasie, oczywiście, że dałaś, dałaś mi siebie i uwierz, lepszego prezentu nigdy nie dostałem i nigdy nie dostanę. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało.
Uśmiechnęłam się, wtuliłam się w niego i w tym momencie rozbrzmiał się dźwięk alarmu, nagle przez głośniki podano informację, żeby się ładnie ubrać i jak najszybciej przyjść do budynku, w którym znajdowała się jadalnia i bar. Tomek chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy do budynku. Kiedy tam doszliśmy, było całkiem ciemno, nic nie było widać, tylko można było usłyszeć szmery rozmów i dźwięk otwierających i zamykających się drzwi, w końcu ktoś zaczął mówić przez mikrofon:
-Cisza! Już bądźcie cicho! Jak pewnie wiecie, dzisiaj jest... bardzo wyjątkowe święto i dlatego was tutaj zebrałem. Zapraszam was na... (tu rozbłysły światła reflektorów) walentynkową dyskotekę !!! A więc, udanej zabawy życzę - i rozbrzmiała muzyka, co było dziwne wszyscy od razu ruszyli na parkiet. Wraz z Tomkiem usiedliśmy na ławce i czekaliśmy na Olę i Sebastiana. Kilka minut później odnaleźli nas w tłumie i przysiadli się do nas. Od razu zauważyli, że jesteśmy rozpromienieni i trzymamy się za ręce. Ola wyszczerzyła zęby w uśmiechu i zaczęła coś pieprzyć. Sebastian zaczął się śmiać i poklepał Tomka po ramieniu. Chwilę porozmawialiśmy i wszyscy poszliśmy potańczyć. W czasie tańca zachciało mi się pić, więc poszłam do baru, odchodząc od niego, wpadłam na kogoś.
-Ej! Co robisz uważaj, oblejesz mnie piciem! - powiedział nieznajomy chłopak, prawdopodobnie należał do kolonii, która co dopiero przyjechała.
-Ojej, przepraszam... - odrzekłam
Chłopak na mnie spojrzał i powiedział:
-A... nic się nie stało, wybacz mi mój bulwers - uśmiechnął się - jestem Kuba.
-Miło mi. Wiktoria, Wiki, jak kto woli.
-Mnie również. Długo już tu jesteś?
-Trzy dni, a ty?
-Ja dopiero co przyjechałem.
-Fajnie tu jest, na pewno Ci się spodoba, ale teraz przepraszam, idę do znajomych - i się uśmiechnęłam.
-Na pewno. No ja też już powinienem iść, do zobaczenia mam nadzieję - wyszczerzył jeszcze bardziej swoje białe piękne zęby - miło cię było poznać Wiktorio.
- Dziękuję, ciebie również. Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się i poszłam.
-Coś długo nie wracałaś- odezwała się Ola
-A... prawie wylałam picie na takiego chłopaka, Kubę, przyjechał co dopiero, ale nie ważne, idziemy jeszcze potańczyć?
-Pewnie.
Była wolna piosenka, tańczyłam z Tomkiem i w pewnym momencie już się mieliśmy pocałować, ale ktoś obił się o moje plecy.
-Oj ... przepraszam - to był Kuba- o Wiktoria, jakoś mamy szczęście z tym wpadaniem na siebie.
-Eh... nic się nie stało. No jak widać - uśmiechnęłam się, po czym znowu zaczęłam tańczyć z Tomkiem i się pocałowaliśmy, kątem oka, widziałam, że Kuba nie był zbytnio zadowolony... .
Po dyskotece, Tomek objął mnie i zaprowadził do pokoju.
- Bądźcie z Olą za pół godziny u nas w pokoju, okej? - po czym cmoknął mnie w usta, mrugnął i wyszedł.
Umyłyśmy się, przebrałyśmy się w piżamy i poszłyśmy do chłopaków. Jak codziennie, oglądaliśmy film. Ja i Tomek bardziej byliśmy zajęci sobą, no ale mniejsza. Film nie zdążył się jeszcze skończyć a Sebek i Ola już spali. Żeby im nie przeszkadzać, poszliśmy na górę, złączyliśmy łóżka i położyliśmy się. W pewnym momencie Tomek objął mnie w pasie, zaczął mnie całować po szyi. Tak jakoś wyszło, że leżeliśmy całując się. Czułam jak motylki latają mi w brzuchu i świat zaczyna wirować. Później rozmawialiśmy jeszcze przez chwilkę. W pewnym momencie wzięłam do ust łyk wody i wtedy Tomek zaczął mnie łaskotać, ja, że tego bardzo nie lubię, zaczęłam się szarpać i cała butelka wody wylądowała na mojej koszulce. Przeklnęłam i zaczęłam myśleć co zrobić, gdyż drugiej nie miałam. W tym samym czasie Tomek zdjął swoją koszulkę i dał mi ją. Dopiero wtedy zauważyłam jakie ma cudowne ciało.
-Nie będzie ci zimno? - zapytałam.
-Nie... przecież mnie ogrzejesz- odpowiedział i wtem na jego twarzy pojawił się jakże dobrze mi już znany, jego zawadiacki uśmiech.
Że nie chciało mi się iść do łazienki poprosiłam Tomka, żeby się obrócił. Zrobił jak prosiłam, ale w momencie gdy miałam obezwładnione ręce zaczął mnie gilgotać (znowu). Padłam na łóżko, śmiejąc się... nie zauważyłam, że moja koszulka jak na złość nie osunęła się na dół. Gdy przestał, popatrzył na mnie, pocałował, przyciągnął do siebie i przytulił, chciałam opuścić bluzkę ale chwycił moją rękę, położył na swojej klatce piersiowej i w takiej oto dziwnej pozycji zapadliśmy w sen.
14.02.2012 - Walentynki.
No tak, obudziliśmy się o 6:00, wtedy kiedy zadzwonił budzik, wstaliśmy, uczesaliśmy się i mieliśmy iść budzić naszych przyjaciół, ale wtedy pocałowałam Tomka w policzek i przytuliłam. Tuląc go, powiedziałam:
-Dziękuję ci za wczorajszą rozmowę i w ogóle dziękuję, że jesteś - popatrzyłam na niego i on też mnie pocałował i powiedział:
-To ja powinienem to mówić, wiesz... jesteś cudowna.
I poszliśmy ich obudzić, później zachowywaliśmy się, jakby nic się nie wydarzyło. Powiedziałam Oli, co się dzisiaj wydarzyło, ale było mi dziwnie smutno... walentynki, dzień zakochanych, najpierw taka sytuacja a teraz...? Nawet się do siebie nie odzywamy. Później widzieliśmy się dopiero wieczorem ponieważ byliśmy na wycieczce i na basenie. gdy wróciliśmy do ośrodka, coś było nie tak. Było strasznie ciemno. Okazało się, że nie ma prądu i prawdopodobnie do jutra nie będzie. Lecz wszyscy zapomnieli jakie święto odbywa się 14 lutego. Tak, walentynki. To co wymyślili kierownicy ośrodka, dodało temu miejscu romantyczności i iskier magii. Wszędzie poustawiane były świece i lampiony. Tuż po tym jak przyszłyśmy do pokoju, zawitał u nas Tomek, zapytał czy mam ochotę się z nim przejść na spacer i wręczył mi piękną czerwoną różę. Zgodziłam się, zaprosiłam go do środka ale nie wszedł, powiedział, że za 10 minut po mnie będzie. Było dość ciepło więc założyłam bluzkę szalik i na to sweter, do tego rurki, włosy rozpuściłam. Dokładnie 10 minut później pojawił się Tomek.
-Pięknie wyglądasz- powiedział kiedy mnie zobaczył.
Wskazał mi drzwi a kiedy podeszłam, przepuścił mnie. Gdy zeszliśmy ze schodów złapał mnie za rękę, było magicznie! Wzdłuż ścieżek ustawione były lampiony i świece, cały ośrodek rozbłysł blaskiem świec. Po zejściu ze schodów, Tomek chwycił mnie za rękę i zaprowadził gdzieś. Pytałam gdzie idziemy ale nie chciał niczego zdradzić. Wydawało mi się, że idziemy w stronę stoku, ale nie byłam pewna, bo zasłonił mi oczy szalikiem. Gdy doszliśmy posadził mnie na ławce i ściągnął mi go z oczu. Siedzieliśmy na ławce, patrząc na las. Wokół ławki poukładane były świece. Zaproponował, czy podejdziemy do barierki, zgodziłam się, tam oparł się o nią, chwycił moje ręce i przysunął mnie do siebie. Spojrzał mi w oczy i powiedział:
-Wiesz Wiktoria... już od samego początku, gdy tylko cię zobaczyłem coś poczułem, nie potrafię tego opisać, jesteś pierwszą osobą, na której mi tak bardzo zależy, może uznasz, że jestem dziwny, ale nigdy wcześniej nie miałem dziewczyny, czekałem ciągle na tą odpowiednią aż w końcu poznałem ciebie. Kocham Cię.... i mam pytanie... czy chciałabyś być moją dziewczyną?
Poczułam, że moje oczy robią się mokre, sekundę później po policzku spłynęła mi łza, on ją otarł, chwycił moją twarz, popatrzył w moje oczy jeszcze głębiej. Zaczęłam coś mówić, ale w końcu się poddałam. Odpowiedziałam :
-Tak! Do nikogo jeszcze czegoś podobnego nie czułam - po czym przytuliłam się do niego.
Po chwili przytulania popatrzyliśmy się na siebie i Tomek pocałował mnie w usta. Trwało to kilka minut, po czym znów spojrzeliśmy na siebie, Tomek uśmiechnął się i powiedział:
-Mam coś dla ciebie - i odwrócił mnie w drugą stronę stoku. Przeżyłam szok, na stoku poukładane były świece w kształcie serca, a w środku widniał napis "Kocham Cię". Zaniemówiłam.
-Czy ty, to wszystko... dla mnie?! Nie musiałeś... przecież... jejku, ile ty w to pracy włożyłeś - zamilkłam i po chwili powiedziałam - Też cię kocham - i pocałowałam go w usta.
-Przestań, to była dla mnie sama przyjemność robiąc to dla ciebie. - i również mnie pocałował - Dzisiaj są walentynki... - kontynuował- a więc, zechciałabyś być moją walentynką? - zapytał.
Przytuliłam go i szepnęłam mu do ucha
-Oczywiście. Ale mamy problem.
-Jaki? - spytał zasmucony.
-Ty dałeś mi najlepszy prezent na świecie, sprawiłeś, że ten dzień stał się najwspanialszym w moim życiu, a ja nic dla ciebie nie mam...
Uśmiechnął się i rzekł:
-Głuptasie, oczywiście, że dałaś, dałaś mi siebie i uwierz, lepszego prezentu nigdy nie dostałem i nigdy nie dostanę. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało.
Uśmiechnęłam się, wtuliłam się w niego i w tym momencie rozbrzmiał się dźwięk alarmu, nagle przez głośniki podano informację, żeby się ładnie ubrać i jak najszybciej przyjść do budynku, w którym znajdowała się jadalnia i bar. Tomek chwycił mnie za rękę i pobiegliśmy do budynku. Kiedy tam doszliśmy, było całkiem ciemno, nic nie było widać, tylko można było usłyszeć szmery rozmów i dźwięk otwierających i zamykających się drzwi, w końcu ktoś zaczął mówić przez mikrofon:
-Cisza! Już bądźcie cicho! Jak pewnie wiecie, dzisiaj jest... bardzo wyjątkowe święto i dlatego was tutaj zebrałem. Zapraszam was na... (tu rozbłysły światła reflektorów) walentynkową dyskotekę !!! A więc, udanej zabawy życzę - i rozbrzmiała muzyka, co było dziwne wszyscy od razu ruszyli na parkiet. Wraz z Tomkiem usiedliśmy na ławce i czekaliśmy na Olę i Sebastiana. Kilka minut później odnaleźli nas w tłumie i przysiadli się do nas. Od razu zauważyli, że jesteśmy rozpromienieni i trzymamy się za ręce. Ola wyszczerzyła zęby w uśmiechu i zaczęła coś pieprzyć. Sebastian zaczął się śmiać i poklepał Tomka po ramieniu. Chwilę porozmawialiśmy i wszyscy poszliśmy potańczyć. W czasie tańca zachciało mi się pić, więc poszłam do baru, odchodząc od niego, wpadłam na kogoś.
-Ej! Co robisz uważaj, oblejesz mnie piciem! - powiedział nieznajomy chłopak, prawdopodobnie należał do kolonii, która co dopiero przyjechała.
-Ojej, przepraszam... - odrzekłam
Chłopak na mnie spojrzał i powiedział:
-A... nic się nie stało, wybacz mi mój bulwers - uśmiechnął się - jestem Kuba.
-Miło mi. Wiktoria, Wiki, jak kto woli.
-Mnie również. Długo już tu jesteś?
-Trzy dni, a ty?
-Ja dopiero co przyjechałem.
-Fajnie tu jest, na pewno Ci się spodoba, ale teraz przepraszam, idę do znajomych - i się uśmiechnęłam.
-Na pewno. No ja też już powinienem iść, do zobaczenia mam nadzieję - wyszczerzył jeszcze bardziej swoje białe piękne zęby - miło cię było poznać Wiktorio.
- Dziękuję, ciebie również. Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się i poszłam.
-Coś długo nie wracałaś- odezwała się Ola
-A... prawie wylałam picie na takiego chłopaka, Kubę, przyjechał co dopiero, ale nie ważne, idziemy jeszcze potańczyć?
-Pewnie.
Była wolna piosenka, tańczyłam z Tomkiem i w pewnym momencie już się mieliśmy pocałować, ale ktoś obił się o moje plecy.
-Oj ... przepraszam - to był Kuba- o Wiktoria, jakoś mamy szczęście z tym wpadaniem na siebie.
-Eh... nic się nie stało. No jak widać - uśmiechnęłam się, po czym znowu zaczęłam tańczyć z Tomkiem i się pocałowaliśmy, kątem oka, widziałam, że Kuba nie był zbytnio zadowolony... .
Po dyskotece, Tomek objął mnie i zaprowadził do pokoju.
- Bądźcie z Olą za pół godziny u nas w pokoju, okej? - po czym cmoknął mnie w usta, mrugnął i wyszedł.
Umyłyśmy się, przebrałyśmy się w piżamy i poszłyśmy do chłopaków. Jak codziennie, oglądaliśmy film. Ja i Tomek bardziej byliśmy zajęci sobą, no ale mniejsza. Film nie zdążył się jeszcze skończyć a Sebek i Ola już spali. Żeby im nie przeszkadzać, poszliśmy na górę, złączyliśmy łóżka i położyliśmy się. W pewnym momencie Tomek objął mnie w pasie, zaczął mnie całować po szyi. Tak jakoś wyszło, że leżeliśmy całując się. Czułam jak motylki latają mi w brzuchu i świat zaczyna wirować. Później rozmawialiśmy jeszcze przez chwilkę. W pewnym momencie wzięłam do ust łyk wody i wtedy Tomek zaczął mnie łaskotać, ja, że tego bardzo nie lubię, zaczęłam się szarpać i cała butelka wody wylądowała na mojej koszulce. Przeklnęłam i zaczęłam myśleć co zrobić, gdyż drugiej nie miałam. W tym samym czasie Tomek zdjął swoją koszulkę i dał mi ją. Dopiero wtedy zauważyłam jakie ma cudowne ciało.
-Nie będzie ci zimno? - zapytałam.
-Nie... przecież mnie ogrzejesz- odpowiedział i wtem na jego twarzy pojawił się jakże dobrze mi już znany, jego zawadiacki uśmiech.
Że nie chciało mi się iść do łazienki poprosiłam Tomka, żeby się obrócił. Zrobił jak prosiłam, ale w momencie gdy miałam obezwładnione ręce zaczął mnie gilgotać (znowu). Padłam na łóżko, śmiejąc się... nie zauważyłam, że moja koszulka jak na złość nie osunęła się na dół. Gdy przestał, popatrzył na mnie, pocałował, przyciągnął do siebie i przytulił, chciałam opuścić bluzkę ale chwycił moją rękę, położył na swojej klatce piersiowej i w takiej oto dziwnej pozycji zapadliśmy w sen.
czwartek, 13 września 2012
Z pamiętnika Wiktorii- dzień drugi.
Z pamiętnika Wiktorii.
13.02.2012
Przebudziłam się w cudownym nastroju, wszystko wydawało się piękniejsze niż było w rzeczywistości. Ubrałam się i po cichutku poszłam do pokoju naszych sąsiadów. Gdy weszłam okazało się, że zarówno Sebek jak i Tomek jeszcze śpią. Wpadłam na jakże nikczemny pomysł! Podeszłam do łózka Tomka i zaczęłam go delikatnie gilgotać. Przebudził się i nie otwierając oczu powiedział:
-Sebastian, dabilu! Co robisz?! Nudzi Ci się idioto? Przestań!
Zaczęłam się śmiać i odparłam:
-Przestałabym, ale nie jestem Sebkiem, a ty prosiłeś jego- i zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej. Tomek usłyszawszy mój głos zerwał się na nogi i zaczął mnie przepraszać, tłumacząc, że myślał, że to Sebastian, ale nie dałam mu dokończyć, zasłoniłam jego usta palcem, zauważyłam bowiem, że Sebastian się budzi. Później jeszcze chwilę rozmawialiśmy wszyscy we trójkę siedząc na łóżku Tomka. W chwili gdy oznajmiłam, że idę obudzić Olę i zbieramy się na śniadanie Tomek zaczął mnie gilgotać, a z racji, że mam okropne łaskotki, zwijałam się ze śmiechu i błagałam, żeby przestał, ale mnie nie słuchał. W końcu przestał. Pożegnałam się z nimi i wróciłam do pokoju. Gdy weszłam, popatrzyłam chwilkę na zanurzoną w spokojnym śnie Olę i uśmiechnęłam się. Po krótkiej chwili obudziłam ją, oczywiście zdałam jej relacje z porannego wypadu do chłopaków i poszłyśmy na śniadanie. Podczas posiłku, kątem oka, zauważyłam, że Tomek na mnie co chwilę zerkał i się uśmiechał. Ah.... jaki on ma cudowny uśmiech... . Po śniadaniu wraz z Gnojem (Olą, tak się nazywamy) wybrałyśmy się na lodowisko, długo jeździłyśmy i rozmawiałyśmy. W pewnym momencie podjechali do nas chłopacy, którzy pojawili się z nikąd i zaczęliśmy jeździć wszyscy we czwórkę, nagle zachwiałam się i już miałam upaść ale ktoś mnie chwycił, to był oczywiście Tomek. Chłopcy poszli później na stok a my z Olą do pokoju koleżanek. Spotkaliśmy się dopiero po kolacji. Zawołali nas na zewnątrz. Kiedy tylko wyszłyśmy z domku oberwałyśmy śnieżkami i rozpoczęła się wojna. Zrobiło się ciemno, w pewnym momencie naszej wojny Tomek rzucił się na mnie ze śniegiem. Pamiętam, że chwycił mnie i spadliśmy w śnieg.. W tym momencie leżąc na ziemi Tomek spojrzał na mnie i zgarnął śnieg z mojej wykrzywionej w pewnego rodzaju uśmiech twarzy, po czym oboje spoważnieliśmy i spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Niestety przerwali nam Sebastian i Ola, którzy zauważyli, że zniknęliśmy gdzieś w śniegu. Spytali czy nic nam nie jest i pomogli nam wstać. Wszyscy byliśmy mokrzy więc poszliśmy się przebrać. Akurat kiedy ściągałam bluzkę nieoczekiwanie do pokoju wszedł Tomek, gdy mnie zobaczył odwrócił się i przeprosił, że wszedł bez pukania. Powiedział, żebym go poinformowała kiedy będzie mógł się obrócić. Po moim "Okej, już możesz" powiedział z zawadiackim uśmiechem na twarzy:
-Chciałem przeprosić za to lądowanie w śniegu. Tak jakoś straciłem równowag - i wyszczerzył swoje idealnie białe zęby.
Zaczęłam się śmiać i odpowiedziałam:
-Nic się nie stało, przynajmniej było miękko.
Uśmiechnął się.
-No fakt - zaczął się śmiać - ale przyszedłem tu też w innym celu, nie chciałybyście może oglądnąć z nami jakiegoś filmu? Chodzi głównie o horror jakiś...
-Bardzo chętnie - odrzekłyśmy jednym głosem - Ostrzegam, że boję się horrorów- dodałam z uśmiechem.
Tomek uśmiechnął się tylko i powiedział, że nie ma czego.
Pięć minut później wpadłyśmy do ich pokoju w naszych różowych kapciach i usadowiłyśmy się wygodnie na łóżku. Tomek wziął laptopa os Sebastiana, który siedział koło niego i puścił film "Szepty". Oglądaliśmy chwilkę i w pewnym momencie się czegoś przestraszyłam, Tomek objął mnie i szepnął mi do ucha, żebym się nie bała, po chwili rozważań chciał wziąć rękę, nie wiedział czy czuję się komfortowo, ale nie dałam mu jej wziąć.
-Nie, zimno jest, a tak to cieplej przynajmniej. Sebek wstał i sprawdził okna, okazało się, że balkon był niedomknięty. Nie wiem, w którym momencie oparłam głowę o ramię Tomka i zasnęłam, kiedy się obudziłam było gdzieś koło 3:00, zauważyłam, że nie jestem już oparta o ramię Tomka, a objęta i oparta o jego klatkę piersiową . Po bokach leżeli Ola i Sebek. Nie chciałam się ruszać i najchętniej bym tak leżała do końca, dopóki się nie obudzą, ale byłoby to chyba nie w porządku, więc delikatnie stałam, ale obudził się Tomek i poprosił, żebym jeszcze chwilę tak leżała więc poleżeliśmy tak jeszcze z pół godziny rozmawiając. Później oznajmiłam, że muszę się iść przebrać ale, że przyjdę. Idąc do pokoju zauważyłam, że przyjechała jakaś nowa grupa. Uczesałam się i ubrałam po czym wróciłam do ich pokoju. Ola i Sebastian dalej spali, Tomek też się doprowadzał do "normalnego" stanu. Ale niepotrzebnie, bo on cały czas wyglądał cudownie. Stwierdziliśmy, że nie będziemy ich budzić i poszliśmy do mojego pokoju, siedliśmy, a raczej wpół położyliśmy się na łóżku i zaczęliśmy rozmawiać. Dowiedziałam się wielu rzeczy o nim, tak samo jak zresztą i on o mnie. Zaczęliśmy się sobie zwierzać z trudnych dla nas rzeczy. Rozmawialiśmy tak jeszcze z godzinę i poszliśmy jeszcze spać, ja wtulona w niego, on wtulony we mnie niczym jedna całość.... Obudziliśmy się dopiero rano, kiedy zadzwonił budzik.
13.02.2012
Przebudziłam się w cudownym nastroju, wszystko wydawało się piękniejsze niż było w rzeczywistości. Ubrałam się i po cichutku poszłam do pokoju naszych sąsiadów. Gdy weszłam okazało się, że zarówno Sebek jak i Tomek jeszcze śpią. Wpadłam na jakże nikczemny pomysł! Podeszłam do łózka Tomka i zaczęłam go delikatnie gilgotać. Przebudził się i nie otwierając oczu powiedział:
-Sebastian, dabilu! Co robisz?! Nudzi Ci się idioto? Przestań!
Zaczęłam się śmiać i odparłam:
-Przestałabym, ale nie jestem Sebkiem, a ty prosiłeś jego- i zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej. Tomek usłyszawszy mój głos zerwał się na nogi i zaczął mnie przepraszać, tłumacząc, że myślał, że to Sebastian, ale nie dałam mu dokończyć, zasłoniłam jego usta palcem, zauważyłam bowiem, że Sebastian się budzi. Później jeszcze chwilę rozmawialiśmy wszyscy we trójkę siedząc na łóżku Tomka. W chwili gdy oznajmiłam, że idę obudzić Olę i zbieramy się na śniadanie Tomek zaczął mnie gilgotać, a z racji, że mam okropne łaskotki, zwijałam się ze śmiechu i błagałam, żeby przestał, ale mnie nie słuchał. W końcu przestał. Pożegnałam się z nimi i wróciłam do pokoju. Gdy weszłam, popatrzyłam chwilkę na zanurzoną w spokojnym śnie Olę i uśmiechnęłam się. Po krótkiej chwili obudziłam ją, oczywiście zdałam jej relacje z porannego wypadu do chłopaków i poszłyśmy na śniadanie. Podczas posiłku, kątem oka, zauważyłam, że Tomek na mnie co chwilę zerkał i się uśmiechał. Ah.... jaki on ma cudowny uśmiech... . Po śniadaniu wraz z Gnojem (Olą, tak się nazywamy) wybrałyśmy się na lodowisko, długo jeździłyśmy i rozmawiałyśmy. W pewnym momencie podjechali do nas chłopacy, którzy pojawili się z nikąd i zaczęliśmy jeździć wszyscy we czwórkę, nagle zachwiałam się i już miałam upaść ale ktoś mnie chwycił, to był oczywiście Tomek. Chłopcy poszli później na stok a my z Olą do pokoju koleżanek. Spotkaliśmy się dopiero po kolacji. Zawołali nas na zewnątrz. Kiedy tylko wyszłyśmy z domku oberwałyśmy śnieżkami i rozpoczęła się wojna. Zrobiło się ciemno, w pewnym momencie naszej wojny Tomek rzucił się na mnie ze śniegiem. Pamiętam, że chwycił mnie i spadliśmy w śnieg.. W tym momencie leżąc na ziemi Tomek spojrzał na mnie i zgarnął śnieg z mojej wykrzywionej w pewnego rodzaju uśmiech twarzy, po czym oboje spoważnieliśmy i spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Niestety przerwali nam Sebastian i Ola, którzy zauważyli, że zniknęliśmy gdzieś w śniegu. Spytali czy nic nam nie jest i pomogli nam wstać. Wszyscy byliśmy mokrzy więc poszliśmy się przebrać. Akurat kiedy ściągałam bluzkę nieoczekiwanie do pokoju wszedł Tomek, gdy mnie zobaczył odwrócił się i przeprosił, że wszedł bez pukania. Powiedział, żebym go poinformowała kiedy będzie mógł się obrócić. Po moim "Okej, już możesz" powiedział z zawadiackim uśmiechem na twarzy:
-Chciałem przeprosić za to lądowanie w śniegu. Tak jakoś straciłem równowag - i wyszczerzył swoje idealnie białe zęby.
Zaczęłam się śmiać i odpowiedziałam:
-Nic się nie stało, przynajmniej było miękko.
Uśmiechnął się.
-No fakt - zaczął się śmiać - ale przyszedłem tu też w innym celu, nie chciałybyście może oglądnąć z nami jakiegoś filmu? Chodzi głównie o horror jakiś...
-Bardzo chętnie - odrzekłyśmy jednym głosem - Ostrzegam, że boję się horrorów- dodałam z uśmiechem.
Tomek uśmiechnął się tylko i powiedział, że nie ma czego.
Pięć minut później wpadłyśmy do ich pokoju w naszych różowych kapciach i usadowiłyśmy się wygodnie na łóżku. Tomek wziął laptopa os Sebastiana, który siedział koło niego i puścił film "Szepty". Oglądaliśmy chwilkę i w pewnym momencie się czegoś przestraszyłam, Tomek objął mnie i szepnął mi do ucha, żebym się nie bała, po chwili rozważań chciał wziąć rękę, nie wiedział czy czuję się komfortowo, ale nie dałam mu jej wziąć.
-Nie, zimno jest, a tak to cieplej przynajmniej. Sebek wstał i sprawdził okna, okazało się, że balkon był niedomknięty. Nie wiem, w którym momencie oparłam głowę o ramię Tomka i zasnęłam, kiedy się obudziłam było gdzieś koło 3:00, zauważyłam, że nie jestem już oparta o ramię Tomka, a objęta i oparta o jego klatkę piersiową . Po bokach leżeli Ola i Sebek. Nie chciałam się ruszać i najchętniej bym tak leżała do końca, dopóki się nie obudzą, ale byłoby to chyba nie w porządku, więc delikatnie stałam, ale obudził się Tomek i poprosił, żebym jeszcze chwilę tak leżała więc poleżeliśmy tak jeszcze z pół godziny rozmawiając. Później oznajmiłam, że muszę się iść przebrać ale, że przyjdę. Idąc do pokoju zauważyłam, że przyjechała jakaś nowa grupa. Uczesałam się i ubrałam po czym wróciłam do ich pokoju. Ola i Sebastian dalej spali, Tomek też się doprowadzał do "normalnego" stanu. Ale niepotrzebnie, bo on cały czas wyglądał cudownie. Stwierdziliśmy, że nie będziemy ich budzić i poszliśmy do mojego pokoju, siedliśmy, a raczej wpół położyliśmy się na łóżku i zaczęliśmy rozmawiać. Dowiedziałam się wielu rzeczy o nim, tak samo jak zresztą i on o mnie. Zaczęliśmy się sobie zwierzać z trudnych dla nas rzeczy. Rozmawialiśmy tak jeszcze z godzinę i poszliśmy jeszcze spać, ja wtulona w niego, on wtulony we mnie niczym jedna całość.... Obudziliśmy się dopiero rano, kiedy zadzwonił budzik.
niedziela, 1 lipca 2012
Z pamiętnika Wiktorii - dzień pierwszy.
Z pamiętnika Wiktorii.
12.02.2012
Dzisiaj, a w zasadzie jutro zaczynają się ferie, ale to dziś ! Dziś właśnie wyjeżdżam do Koninek.. Bardzo się cieszę, nawet nie tak bardzo z samego wyjazdu, a z osób, które będą mi tam towarzyszyć. Mało tego... ma być tam Sebastian! Ciekawa jestem jak zareagujemy... w końcu to będzie nasze pierwsze, długo oczekiwane spotkanie .!
Już wam wytłumaczę kto to Sebastian.A więc... z Sebastianem poznałam się na jednej z gier online. Od razu się polubiliśmy... pisaliśmy i tak wyszło, że teraz jedziemy na zimowisko w to samo miejsce :)
* * *
Jadąc nie mogłam usiedzieć na tyłku. Tak bardzo chciałam już go zobaczyć. Po dwóch godzinach jazdy, słuchając Florence + The Machine nareszcie dojechaliśmy. Oczywiście Ola, moja najlepsza przyjaciółka, z którą pojechałam na to zimowisko wiedziała o moim planie ;) My dojechaliśmy, ale grupy Sebastiana jeszcze nie było. Nie będę wam pisała co zrobiłyśmy jak przyjechałyśmy, naturalne rzeczy, zaniesienie sprzętu oraz bagaży do pokojów i rozpakowanie się. O 14:00 zwołali nas na obiad, no to poszłyśmy :) Problemu z dojściem nie było... jak się tam jest co roku, to nie ma się co dziwić ;D Sebastian pisał, że będą o 16:00. Na zjedzeniu obiadu minęło pół godziny, ja już sobie w myślach powtarzałam "jeszcze półtorej godziny, jeszcze tylko półtorej godziny". Po obiedzie, poszłyśmy wraz z Olą na łyżwy... nasze kochane lodowisko, jak zawsze po południu było już wyjeżdżone, lód był na tyle zryty, że gleby były nieuniknione. Nawet nie zauważyłam, a minęła godzina... poszłyśmy z Olą oddać sprzęt i wróciłyśmy na te pół godziny do pokoju. Czas strasznie się dłużył. Kiedy wybiła 16:00 ubrałyśmy się i wyszłyśmy na zewnątrz. Idąc zauważyłyśmy, że na podjazd podjechał czarno czerwony autokar. Cieszyłam się jak jakiś głupi, zastanawiałam się, co myśleli ludzie, którzy koło mnie przechodzili, ale mniejsza o to. Z autobusu zaczęły wychodzić różne osoby... ale Sebastiana nigdzie tam nie widziałam. Po krótkim momencie wyszedł, był przedostatni... tuż przed pięknym brunetem o zielonych oczach. Zaczęłam zbiegać po schodach i jak to zawsze ja nie obeszło się bez upadku. Nie powiem, że nic mnie nie bolało... bo bolało masakrycznie, ale nie zwróciłam na to szczególnej uwagi. Sebastian, od razu mnie zobaczył, w tym samym momencie co Ola podbiegł do mnie, podał mi rękę i zapytał czy nic mi nie jest, odparłam, że nic mi się nie stało. Wszyscy we trójkę! WŁAŚNIE TRÓJKĘ ! bo za Sebastianem podszedł do nas ten zielonooki brunet... zaczęli się śmiać. Zła na siebie wstałam i otrzepałam się ze śniegu. Sebastian przywitał się ze mną po czym mooocno przytulił. Następnie przedstawił nam tego cudnego bruneta. Chłopak... to znaczy Tomek, podał mi rękę i powiedział, że miło mu mnie poznać. Oczywiście musiałam się pomylić i zamiast "mnie też miło cię poznać..." powiedziałam "mnie też miło mi mnie poznać". Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Prz przywitaniu się z Olą, Tomek nie okazał już tak dużej "fascynacji"... . Po tym wszystkim chłopcy poszli wziąć torby i zanieść je do pokoju. Umówiłam się z Sebastianem za 1o minut. Po tym krótkim czasie spotkaliśmy się. Chodziliśmy i rozmawialiśmy... minęła chyba godzina. Zobaczyliśmy, że w naszą stronę idzie Tomek, chwilę później pojawiła się Ola. No więc dalej chodziliśmy i rozmawialiśmy, tylko tym razem wszyscy we czwórkę.Tym sposobem przeminęły trzy godziny. Nim się obejrzeliśmy opiekunowie zwołali nas na kolację. Kolacja minęła bardzo.... śmiesznie. Jak nie my, to chłopcy cały czas się uśmiechali albo śmiali. A wracając do tych naszych rozmów, to dowiedziałam się, że chłopcy znają się od małego ponieważ mieszkają koło siebie. Po kolacji mieliśmy oglądnąć nasze pokoje. Okazało się, że mieszkają w tym samym domku co my! W pokoju obok! Zjedliśmy kolację i zrealizowaliśmy nasz plan. Następnie wraz z Olą oprowadziłyśmy ich po terenie ośrodka, pokazałyśmy stoki i lodowisko. Z racji, że my jak i zarówno chłopcy mieszkaliśmy we dwójkę mieliśmy cały domek dla siebie. Cały wieczór spędziliśmy w naszym pokoju. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się gdzieś do 2 w nocy. Później chłopacy poszli do swojego pokoju by się umyć. Przyszli się pożegnać i wtedy mnie zamurowało. Sebastian mnie mocno przytulił i życzył kolorowych snów, jak o zawsze, ale powodem mojego zdziwienia było coś innego ... było nim to co zrobił Tomek. Po ich wyjściu aż zaczęłam skakać. Tomek spytał czy ja i Sebastian jesteśmy parą, z oby stron wydobył się śmiech a następnie wytłumaczyliśmy Tomkowi, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Usłyszawszy to, Tomek uśmiechnął się , pocałował mnie w policzek i życzył magicznych snów. Chyba cała się rozpromieniłam, bo zrobiło mi się strasznie gorąco. Ola od początku wiedziała, że Tomek bardzo mi się podoba i cieszyła się razem ze mną. Położyłyśmy się do łóżek i w pewnym momencie usłyszałam jak chłopcy rozmawiają. Wraz z Olą zaczęłyśmy podsłuchiwać (wiem, wiem, nie powinnyśmy były) w pewnym momencie myślałam, że tam padnę. Było tak:
T: Wiesz co... tobie się Wiktoria podoba, czy coś? To znaczy... no zakochałeś się w niej czy coś?
S: Nie! No coś ty... jest cudowna i ją uwielbiam ale jest moją najlepszą przyjaciółką. (wiedziałam, że Tomek nie wie o jego orientacji, ale to co wydarzyło się potem było niesamowite)
T: Ej... a nie wiesz może, czy ona ma jakiegoś chłopaka?
S: Nie... nie ma. Ona ma dużo kompleksów i chyba boi się zapoznawać bliżej z ludźmi...
T: Ona ?! Kompleksów... ?! Przecież ona jest... (tu urwał)
S: (zaczął się śmiać i powtarzać jak dziecko w przedszkolu) Tomek się zakochał, Tomek się zakochał!
Nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa byłam tak szczęśliwa... razem z Olą zaczęłyśmy bardzo cicho krzyczeć. Później jeszcze chwilę rozmawiałyśmy i tak zakończył się ten pełen wrażeń dzień... a raczej zaczął następny.
12.02.2012
Dzisiaj, a w zasadzie jutro zaczynają się ferie, ale to dziś ! Dziś właśnie wyjeżdżam do Koninek.. Bardzo się cieszę, nawet nie tak bardzo z samego wyjazdu, a z osób, które będą mi tam towarzyszyć. Mało tego... ma być tam Sebastian! Ciekawa jestem jak zareagujemy... w końcu to będzie nasze pierwsze, długo oczekiwane spotkanie .!
Już wam wytłumaczę kto to Sebastian.A więc... z Sebastianem poznałam się na jednej z gier online. Od razu się polubiliśmy... pisaliśmy i tak wyszło, że teraz jedziemy na zimowisko w to samo miejsce :)
* * *
Jadąc nie mogłam usiedzieć na tyłku. Tak bardzo chciałam już go zobaczyć. Po dwóch godzinach jazdy, słuchając Florence + The Machine nareszcie dojechaliśmy. Oczywiście Ola, moja najlepsza przyjaciółka, z którą pojechałam na to zimowisko wiedziała o moim planie ;) My dojechaliśmy, ale grupy Sebastiana jeszcze nie było. Nie będę wam pisała co zrobiłyśmy jak przyjechałyśmy, naturalne rzeczy, zaniesienie sprzętu oraz bagaży do pokojów i rozpakowanie się. O 14:00 zwołali nas na obiad, no to poszłyśmy :) Problemu z dojściem nie było... jak się tam jest co roku, to nie ma się co dziwić ;D Sebastian pisał, że będą o 16:00. Na zjedzeniu obiadu minęło pół godziny, ja już sobie w myślach powtarzałam "jeszcze półtorej godziny, jeszcze tylko półtorej godziny". Po obiedzie, poszłyśmy wraz z Olą na łyżwy... nasze kochane lodowisko, jak zawsze po południu było już wyjeżdżone, lód był na tyle zryty, że gleby były nieuniknione. Nawet nie zauważyłam, a minęła godzina... poszłyśmy z Olą oddać sprzęt i wróciłyśmy na te pół godziny do pokoju. Czas strasznie się dłużył. Kiedy wybiła 16:00 ubrałyśmy się i wyszłyśmy na zewnątrz. Idąc zauważyłyśmy, że na podjazd podjechał czarno czerwony autokar. Cieszyłam się jak jakiś głupi, zastanawiałam się, co myśleli ludzie, którzy koło mnie przechodzili, ale mniejsza o to. Z autobusu zaczęły wychodzić różne osoby... ale Sebastiana nigdzie tam nie widziałam. Po krótkim momencie wyszedł, był przedostatni... tuż przed pięknym brunetem o zielonych oczach. Zaczęłam zbiegać po schodach i jak to zawsze ja nie obeszło się bez upadku. Nie powiem, że nic mnie nie bolało... bo bolało masakrycznie, ale nie zwróciłam na to szczególnej uwagi. Sebastian, od razu mnie zobaczył, w tym samym momencie co Ola podbiegł do mnie, podał mi rękę i zapytał czy nic mi nie jest, odparłam, że nic mi się nie stało. Wszyscy we trójkę! WŁAŚNIE TRÓJKĘ ! bo za Sebastianem podszedł do nas ten zielonooki brunet... zaczęli się śmiać. Zła na siebie wstałam i otrzepałam się ze śniegu. Sebastian przywitał się ze mną po czym mooocno przytulił. Następnie przedstawił nam tego cudnego bruneta. Chłopak... to znaczy Tomek, podał mi rękę i powiedział, że miło mu mnie poznać. Oczywiście musiałam się pomylić i zamiast "mnie też miło cię poznać..." powiedziałam "mnie też miło mi mnie poznać". Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Prz przywitaniu się z Olą, Tomek nie okazał już tak dużej "fascynacji"... . Po tym wszystkim chłopcy poszli wziąć torby i zanieść je do pokoju. Umówiłam się z Sebastianem za 1o minut. Po tym krótkim czasie spotkaliśmy się. Chodziliśmy i rozmawialiśmy... minęła chyba godzina. Zobaczyliśmy, że w naszą stronę idzie Tomek, chwilę później pojawiła się Ola. No więc dalej chodziliśmy i rozmawialiśmy, tylko tym razem wszyscy we czwórkę.Tym sposobem przeminęły trzy godziny. Nim się obejrzeliśmy opiekunowie zwołali nas na kolację. Kolacja minęła bardzo.... śmiesznie. Jak nie my, to chłopcy cały czas się uśmiechali albo śmiali. A wracając do tych naszych rozmów, to dowiedziałam się, że chłopcy znają się od małego ponieważ mieszkają koło siebie. Po kolacji mieliśmy oglądnąć nasze pokoje. Okazało się, że mieszkają w tym samym domku co my! W pokoju obok! Zjedliśmy kolację i zrealizowaliśmy nasz plan. Następnie wraz z Olą oprowadziłyśmy ich po terenie ośrodka, pokazałyśmy stoki i lodowisko. Z racji, że my jak i zarówno chłopcy mieszkaliśmy we dwójkę mieliśmy cały domek dla siebie. Cały wieczór spędziliśmy w naszym pokoju. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się gdzieś do 2 w nocy. Później chłopacy poszli do swojego pokoju by się umyć. Przyszli się pożegnać i wtedy mnie zamurowało. Sebastian mnie mocno przytulił i życzył kolorowych snów, jak o zawsze, ale powodem mojego zdziwienia było coś innego ... było nim to co zrobił Tomek. Po ich wyjściu aż zaczęłam skakać. Tomek spytał czy ja i Sebastian jesteśmy parą, z oby stron wydobył się śmiech a następnie wytłumaczyliśmy Tomkowi, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Usłyszawszy to, Tomek uśmiechnął się , pocałował mnie w policzek i życzył magicznych snów. Chyba cała się rozpromieniłam, bo zrobiło mi się strasznie gorąco. Ola od początku wiedziała, że Tomek bardzo mi się podoba i cieszyła się razem ze mną. Położyłyśmy się do łóżek i w pewnym momencie usłyszałam jak chłopcy rozmawiają. Wraz z Olą zaczęłyśmy podsłuchiwać (wiem, wiem, nie powinnyśmy były) w pewnym momencie myślałam, że tam padnę. Było tak:
T: Wiesz co... tobie się Wiktoria podoba, czy coś? To znaczy... no zakochałeś się w niej czy coś?
S: Nie! No coś ty... jest cudowna i ją uwielbiam ale jest moją najlepszą przyjaciółką. (wiedziałam, że Tomek nie wie o jego orientacji, ale to co wydarzyło się potem było niesamowite)
T: Ej... a nie wiesz może, czy ona ma jakiegoś chłopaka?
S: Nie... nie ma. Ona ma dużo kompleksów i chyba boi się zapoznawać bliżej z ludźmi...
T: Ona ?! Kompleksów... ?! Przecież ona jest... (tu urwał)
S: (zaczął się śmiać i powtarzać jak dziecko w przedszkolu) Tomek się zakochał, Tomek się zakochał!
Nie mogłam wypowiedzieć żadnego słowa byłam tak szczęśliwa... razem z Olą zaczęłyśmy bardzo cicho krzyczeć. Później jeszcze chwilę rozmawiałyśmy i tak zakończył się ten pełen wrażeń dzień... a raczej zaczął następny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)