piątek, 31 maja 2013

Gabriela część 4.

 Jutra nie było. Mijały tygodnie, a Gabriela w swoich oczach stawała się coraz grubsza. Miała wszystkiego dość. Unikała Filipa, unikała szkoły, bała się, że nie zniesie kolejnych zainteresowanych spojrzeń, patrzących z obrzydzeniem i pogardą. Po miesiącu było z nią na prawdę źle.
Jednego wieczoru siadła do biurka, wzięła kartkę i długopis i napisała:
"Nie zniosę tego dłużej, jestem brzydka, głupia i przede wszystkim  GRUBA. Przepraszam, ale nie wytrzymam dłużej. Nie będę pisała, że Was kocham. Bo w zasadzie tak nie jest. Nigdy nie okazywaliście mi zainteresowania, najważniejsze było pianino, to był sposób na pozbycie się mnie? W takim razie świetnie się to Wam udało. Ale tu nie o to chodzi. I tak nie przejmiecie się, że mnie już nie ma. Żegnajcie."
Odłożyła kartkę, do ręki, która pokryta była łzami wycieranymi z twarzy wzięła jej przyjaciółkę, nalała wody do wanny, zanurzyła nogi, później siadła w wodzie a jej biała sukienka stała się ciężka. Przyłożyła ostrze do wewnętrznej strony nadgarstka... i już jej nie było, odeszła. W wannie zastała ją matka, nieżywą, czerwoną od krwi. W końcu zrozumiała co robiła źle, czemu nie zauważyła co dzieje się z jej córką, to wszystko nie musiałoby się wydarzyć gdyby poświęciła jej choć trochę czasu. 

piątek, 15 lutego 2013

Gabriela część 3.

     Dobrze jej idzie, schudła 4 kilo. Na jej twarzy częściej pojawia się uśmiech, ale w brzuchu pustka, która czasami zgina ją w pół. Miśka myśli, że Filip patrząc na nią, może uważać, że wyładniała, ale w dalszym ciągu nie wystarczająco.
Jej ręce znów się zregenerowały, niektórych ran już w ogólnie nie widać. Kolejne dni mijały bez zmian. Schudła jeszcze kilo i nadszedł ten dzień.
Stanęła przed lustrem i zobaczyła siebie w ciele grubszym niż zwykle, w ciele brzydkim.. Załamała się. Zrezygnowała nawet z owoców, na jej rękach pojawiły się nowe ślady walki, załamania, bezradności. Dziura w jej brzuchu, pusta już od wielu dni, powiększała się, pomału wciągała ją do środka. Ale co z tego?
Wszyscy mówili, że strasznie schudła, żeby się ogarnęła, bo to prowadzi do choroby.
Lecz już było za późno. Chora była już dawno, psychicznie. Teraz stała się również chora fizycznie.
Wszystko się zmieniło, katowała się ćwiczeniami, biegała, tańczyła, a jej organizm słabł cały czas.
Filip nie widział już w niej pięknej dziewczyny, patrzył na nią ze współczuciem. Już nie pociągała go tak bardzo. Stała się koścista, chuda nie do opamiętania. Gorzej niż modelki.
Kiedyś na jej widok robiło mu się ciepło. Miał ochotę wziąć ją w objęcia, przytulić i pocałować. Teraz czuje dziwny ucisk w sercu, jest mu smutno, chciałby jej pomóc, decyduje się na krok.
-Hej Gabi
-Cześć Filip- słowa niepewnie wylewały się z jej sinych, pokrytych truskawkowym błyszczykiem, który rozświetlił, dodając im koloru, ust.
-Zastanawiałem się, czy nie chciałabyś pójść ze mną do parku dziś wieczorem?
-Bardzo bym chciała, ale mam lekcję pianina- szczęściu towarzyszyło zdziwienie. On, Filip, zaprosił ją na randkę, ale czemu? Przecież jest taka gruba, może tylko się naśmiewa.
-Och, okej, szkoda.. a jutro?
-Jutro chyba mogę.
  

środa, 23 stycznia 2013

Gabriela część 2.

  Biegnie, biegnie, biegnie i upada, czuje się ciężka, oni ją gonią, ale tłuszcz ją wyczerpuje, nie da rady wstać, zamienia się, jej nogi, ręce, brzuch i inne części ciała grubną. W końcu dziewczyna jest już tak gruba, że nie może się nawet czołgać, a tamci ją gonią, są coraz bliżej i w końcu.... 
"You keep me on the edge of my seat, I bite my tongue so you don't hear me. I wanna hate every part of you in me, I can't hate the ones who made me..." 
rozległ się dźwięk budzika.
-Boże... jakiś koszmar...- Gabriela wstała i podeszła do lustra, podniosła bluzkę...- jezu... jak ja mogłam się doprowadzić do takiego stanu...- przypomniał jej się wczorajszy blog- może... może, to właśnie jest rozwiązanie.
  Rozebrała się, ale skierowana już tyłem do lustra. Nie chciała widzieć swojego odbicia, uważała, że tego, co było za nią, nikt nie powinien... ba, nikt nie chciałby oglądać. Ubierając się, przypomniała sobie, że musi zakryć ręce... jeśli jej matka by się dowiedziała, wysłałaby ją pewnie do psychiatryka. Ona nic by nie rozumiała, Miśka, bo tak nazywano Gabrielę odkąd pamięta, ubrała się, umyła, uczesała, wzięła plecak i popędziła na dół. Będąc już prawie przy drzwiach, matka zawróciła ją, by zjadła śniadanie, już myślała, że jej się uda uciec przed jej rodzicielką, ale nie. Jak nie potrzeba, to zawsze musi zauważyć.
-Nie mam czasu, zaraz mam autobus.
-To weź kanapkę, zjesz na przystanku.
W głowie Miśki rozległ się ironiczny śmiech. Hahaha, czy ona serio myśli, że ja ją będę jadła? I to na przystanku?! Co by ludzie powiedzieli? Taka gruba a jeszcze pochłania.
-Dobra. - wzięła kanapkę, lecz tuż po opuszczeniu sympatycznie wyglądającego domu, wrzuciła ją do kosza. - Koniec z jedzeniem. Muszę schudnąć choćby nie wiem co.
  Gdy tylko weszła do szkoły zobaczyła go, Kamil, był tam, jak zwykle, umięśniony, z pięknym uśmiechem na lekko zarumienionej od zimna twarzy i uroczymi dołeczkami, które pięknie komponowały się z błękitnymi jak ocean lub niebo oczami i złocistymi włosami ułożonymi w artystyczny nieład.
  Znowu na nią spojrzał. Ostatnio często to robił. Pewnie później wyśmiewał ją do kolegów... jak ona strasznie siebie nienawidziła, zrobiłaby wszystko, żeby się zmienić. Żeby on na nią spojrzał z zachwytem, którego nigdy nie dostrzegała kiedy na nią zerkał. Raz, kiedy ich oczy się spotkały zauważyła pogardę, wielką pogardę. Jego oczy wtedy wydawały się jak sztorm na morzu, jak ciemne, niebo rozświetlone światłem błyskawic, przebijających się przez czarne jak smoła chmury. To było dla niej pewne, że nie rozumiał jak można wyglądać jak jak ona. Wokół niego kręciło się tyle pięknych dziewczyn, z taliami jak osy, były idealne, nic im nie brakowało. Miały wszystko, piękne, równe zęby, które wyglądały jak perły, długie anielskie włosy i oczy, które hipnotyzowały.
                                                                  ***
  Po 4 lekcji,poczuła się źle, zrobiło jej się niedobrze więc na przerwie poszła do toalety, chciała zwymiotować, ale nie miała czym... Kasia, jej najlepsze przyjaciółka miała z nią iść do pielęgniarki, ale Miśka od razu oznajmiła, że nawet siłą ją tam nie zaciągnie. 
  Gdy wróciła do domu, na stole czekał na nią obiad, z którego jeszcze unosiła się para, wszystko idealnie wyglądało na talerzu, ale nie mogła go zjeść, więc skłamała, że już coś zjadła w szkole. Mama była łatwowierna, więc pozwoliła jej nie jeść. Po wejściu do pokoju, odpaliła komputer, otwarła pierwszą zakładkę, kopiuj, wklej, drukuj i 10 przykazań anorektyczki pojawiło się w jej portfelu. 
 Pragnęła być szczupła i piękna, tak właśnie zaczęła się jej historia...
                                                             

wtorek, 22 stycznia 2013

Gabriela.

 Z pianina w jednej minucie wydobyła się fala nieskazitelnie czystych, przysparzających dreszczy, nut. Dziewczyna, o ciemnych, długich i pięknych niczym falujące morze włosach, brązowych oczach i nieco puszystej tuszy, wydobywała z tego instrumentu coś niesamowitego. Coś, co nie było zwykłą grą. smutek połączony z niezwykłą delikatnością. Nagle dziewczyna przestała grać, wstała i wyszła z ciemnej sali.
 Nieprzyjemne uczucie chłodu przesnuło jej twarz, tuż po wyjściu z opuszczonej przez uczniów już dawno szkoły. Dziewczyna, smutna i pogrążona w myślach, wolnym krokiem skierowała się w stronę przystanku.
Wśród tej wieczornej szarości odznaczała się rumianymi policzkami, i oczami, których blask padał daleko i docierał nawet do tych, którzy nigdy nie zwróciliby uwagi na coś tak małego jak oczy.  Czekając na autobus i wsłuchując się słowa piosenki "Drop in the ocean", nie zwracała uwagi na świat, który ją otaczał. Przez jej głowę przenikały słowa: gruba, brzydka, głupia, niezdarna, bezwartościowa, samotna, niekochana. Nikt nigdy nie powiedziałby, że ta często uśmiechnięta, zadowolona z życia dziewczyna, może mieć aż tak negatywne nastawienie do siebie. Zwłaszcza, że każdy stwierdziłby, że jest odwrotnością tych słów.
 Od razu po wejściu do domu, rzuciła torbę do pokoju i pobiegła do łazienki. Ściągnęła ubrania i stanęła na wadze:
-Cholera!- wycedziła przez zaciśnięte zęby, widząc 76,5 na wadze.
To już trzeci tydzień trzymała dietę, ale waga mimo tego się nie zmniejszała.
-Chrzanić to- ubrała się i zeszła na kolację.
-Cześć Gabrysiu, co ty tak wyleciałaś na górę jak torpeda?
-Cześć mamo, a nie, plecak poszłam zanieść.
-Tak długo?
-Jeszcze byłam w łazience.
-A, no to w porządku, jak było w szkole?
-Dobrze - jak zwykle to samo pytanie.
-No to dobrze, było dzisiaj coś ciekawego?
-Nic.
Kiedy Gabriela, mama i jej młodszy brat Michał zjedli kolację, dziewczyna wyszła na górę by odrobić lekcje i nauczyć się na następny dzień. Jednak nie za bardzo chciało jej się siąść do zadań. Była zmęczona, otwarła laptopa i wyszukała kolejną dietę. Jednym z wyszukań był jakiś blog "Efekt motyla" ,
-Hm... był taki film... no ale otworzę - pomyślała.
Zaczęła czytać:
"Jesteś chuda, jesteś piękna", "Bądź jak modelka", "Jeśli jesteś gruba, nie zaznasz miłości ani przyjaźni", "Jesteś gruba, jesteś ohydna", "Wystające kości" "Chudość = idelaność",
                                                       "ANA TO TWOJA KRÓLOWA, TO STYL ŻYCIA"...

czwartek, 1 listopada 2012

Z pamiętnika Wiktorii- dzień siódmy (ostatni)

Z pamiętnika Wiktorii.
17.02.2012
Idąc nad ranem do łazienki, zobaczyłam, że na podłodze leży koperta. Na jej wierzchu pisało "Do Wiktorii", otworzyłam i zaczęłam go czytać.
" Wiktorio,
piszę do Ciebie ten list, żeby podziękować Ci za to kim dla mnie byłaś. Być może nie okazywałaś mi sympatii, ale wiem co do mnie czułaś i czujesz. Myślę, że nasze spotkanie to nie był przypadek, Bóg zesłał mi Ciebie dla wiary. Chciałem Cię przeprosić, że nie powiedziałem Ci tego wprost, ale to by bardziej bolało. To co Ci wczoraj powiedziałem było prawdą. Kocham Cię i bez względu na wszystko będę czekał, kiedy ty będziesz czytała ten list, mnie już nie będzie, wczoraj po naszej rozmowie wróciłem do domu, by pożegnać się z rodziną. To była moja ostatnia noc. Przegrałem. Przegrałem z rakiem. Dziękuję Ci za wszystko, za to, że być może ofiarowałaś mi kawałek swojego serca,
                                                                     Pamiętaj. Kocham Cię i wierzę, że nasze dusze się spotkają.
                                                                                                                                                    -Kuba"
                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         
Nie mogłam uwierzyć w to co przeczytałam, zaczęłam płakać, kopałam i waliłam rękoma o drzwi i ścianę, słysząc to Tomek się obudził, zbiegł na dół i chwycił mnie w ramiona. Próbował mnie uspokoić, ale nie udawało mu się, byłam zbyt rozbita, moje łzy spływały po twarzy, szyi, spływały na dekolt, z każdą łzą czułam dotyk Kuby i pogrążałam się jeszcze bardziej. W końcu ucichłam, w tym czasie Tomek przeczytał list, który rzuciłam na podłogę. Dowiedział się jak było. Mimo tego cały czas mnie pocieszał i przytulał, po prostu był przy mnie. I tak pozostało. Następnego dnia wszyscy byli zdołowani. Mało co się odzywali. Tomek wrócił ze mną do domu, gdzie kilka dni później odbył się pogrzeb Kuby, kiedy już mięli zamykać trumnę, pożegnałam się z nim po raz ostatni, do ręki włożyłam my kawałek kartki, na którym pisało "Kochałam Cię i kocham nadal, kiedyś się spotkamy, ale do tego czasu, bądźmy szczęśliwi." Pocałowałam go w policzek i chwilę później leżał już w grobie, pod ziemią, był gdzieś daleko, ale ja czułam jego obecność i nadal ją czuję. Byłam z Tomkiem i jestem nadal, a Kuba nas chroni. Ja mam swoją miłość i wierzę, że on także ją znajdzie albo już znalazł. A kiedy przyjdzie czas, znowu się spotkamy.

                                                                           
                                                                            ***


Może zastanawiacie się gdzie jest list, czy go zatrzymałam... Mam go, mam go cały czas. W sercu i w myśli. A te wszystkie słowa spisane na kartce, pozostaną, tam gdzie były. W ostatnich minutach przed wyjazdem włożyłam ją w szparę w podłodze, pod dywanem, w szparę w kształcie serca. Może kiedyś ty go znajdziesz...


                                                                             ***


Dziękuję tym, którzy czytali moje opowiadanie, mam nadzieję, że się podobało i będziecie czytać następne.  :)

Z pamiętnika Wiktorii- dzień szósty (przedostatni)

Z pamiętnika Wiktorii.
16.02.2012
Zaczął się przedostatni dzień, płakać mi się chce, na myśl, że po jutrze wyjeżdżamy... wcześniej tak na to nie patrzyłam, ale nasze drogi z Tomkiem się rozejdą... zobaczymy się dopiero jak będzie jakaś dłuższa przerwa... ta myśl mnie przeraża. Co najgorsze, cały czas, blisko mnie będzie Kuba, bo nie wątpię, żeby po powrocie do domu zrezygnował. Czemu to Tomek nie może mieszkać tak blisko mnie? Zaczynam mieć już dość tej całej sytuacji i z minuty na minutę, zastanawiam się czy dobrze wczoraj zrobiłam... Ogólnie cały dzień spędziłam z moimi przyjaciółmi. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, Tomek cały czas obdarowywał mnie gorącymi pocałunkami i ciepłem jego ramion. Było mi tak przyjemnie, cudowne uczucie otaczającego mnie bezpieczeństwa. Jednak gdy zza okna chociaż przez sekundę można było zauważyć sylwetkę Kuby, serce zalewała fala lodowatej wody, która zamarzała z każdą minutą, a później rozkruszało się ono kawałek po kawałku. Nie wiem co się działo, miałam serdecznie dość tego uczucia, czemu moje serce rozpada się na dwie części? Jedna należy do Tomka- chłopaka, który skradł moje serce od pierwszego wejrzenia, chłopaka, który rozpala u mnie wszystkie możliwe zmysły, którego pragnę i kocham. A Kubę- szarmanckiego, pewnego siebie, tajemniczego ale i wrażliwego chłopaka, do którego nawet sama nie wiem co czuję. Tak w sumie minął ten dzień do wieczora, później wszyscy chcieli iść na stok, Tomek jednak ze względu na mnie chciał zostać. Widziałam tę chęć w jego oczach, dlatego kazałam mu iść. Podczas ich nieobecności puściłam sobie film, ale wcześniej się wykąpałam, wiedziałam, że ta noc ma być cudowna, dlatego wybrałam moją czerwoną bieliznę... boże, czemu ja w ogóle coś takiego mam ... Narzuciłam na nią mój podkoszulek do spania. Po umyciu, włączyłam film, gdzieś po pół godziny usłyszałam skrzypnięcie drzwi, myśląc, że to Tomek, ucieszyłam się i zarazem zdziwiłam, że tak krótko jeździł. Po paru sekundach wszystko się wyjaśniło, radość przeszła w strach i niepokój, czułam skręt w żołądku.
W drzwiach stał Kuba z szelmowskim uśmiechu na twarzy, jednak było coś nie tak... coś się nie zgadzało, nie tak zazwyczaj wyglądał ten uśmiech. W każdym razie, ten obraz było mi znieść najgorzej...
-Co chcesz?- spytałam wrogo
-Nie denerwuj się słońce- w tym momencie na sekundę znów pojawił się ten uśmiech, który tak dobrze znałam, ale chwilę później spoważniał- Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz - wszedł i zamknął drzwi.
-Nie mów do mnie słońce, a czuję się w porządku,dziękuję- odpowiedziałam już bardziej przyjacielskim tonem, bo nie ukrywam zrobiło mi się milej, przez jego słowa.
-To dobrze- uśmiechnął się i podszedł bliżej.
-Jeśli to tyle, to możesz iść.
Czułam jak palcami przejechał po moim policzku, odgarnął włosy.
-Kuba n... - nie zdążyłam dokończyć, ponieważ w tym momencie nasze usta się zetknęły, czułam jego ciepło, chciałam go odepchnąć, ale to pragnienie było silniejsze ode mnie. Dopiero kiedy jego ręce zjechały, nie wiem nawet kiedy, na linię bioder ocknęłam się. -Kuba, my nie możemy... przepraszam.\
-Wiktoria, spójrz na mnie. - podniósł moją głowę - wiem, że jest Tomek, ale musiałem to zrobić... zrozum, to jest silniejsze niż ja, miłość do ciebie jest znacznie silniejsza niż wszystko inne. Nie poddam się, będę walczył. Wszędzie... bez względu gdzie i jak daleko będę.
-Kuba nie utrudniaj mi tego... ja... lepiej już idź, za nim ktoś nas zobaczy.
Pocałował mnie w usta i wyszedł. Nagle z moich oczu pokapały łzy, spływały po policzkach, miałam dość wszystkiego. Włożyłam spodnie, narzuciłam kurtkę i pobiegłam do lasu. Chodziłam i rozmyślałam, dotarło do mnie, co chciałam powiedzieć Kubie, co tak na prawdę do niego czułam... Kochałam go, ale moim problemem było, że kochałam i Tomka. Przecież nie można kochać dwóch osób... to wbrew regułom... jednak ja kochałam, łamałam je, ostatnio łamałam wszystkie możliwe zasady.  Doszłam do wniosku, że Tomek jest dla mnie ważny, Kuba nie jest mi obojętny. To prawda, ale to z Tomkiem jestem i chcę być.  Kuba nigdy nie będzie mi obojętny i zawsze będzie częścią mnie. Wróciłam do domku i nawet nie wiem kiedy pogrążyłam się we śnie.
Gdzieś około 23 wszyscy przyszli z nart, budząc mnie przy tym hukiem butów o podłogę, śmiechów i głośnych rozmów. Po kilku minutach ktoś zaczął wychodzić po schodach, to był Tomek, przytulił mnie i pocałował, rozbudziłam się i także go przytuliłam. Tomek położył się na mnie, czułam jego ciężar, nasz usta się stykały, nasze ręce się stykały, nasze biodra się stykały. Było mi tak przyjemnie, byliśmy tam, razem, jako jedność. Jedność, która nigdy się nie rozerwie.

piątek, 5 października 2012

Z pamiętnika Wiktorii- dzień piąty.

Z pamiętnika Wiktorii.
16.02.2012
Otworzyłam oczy, zauważyłam, że leżę w łóżku, w moim pokoju, wszystko mnie bolało, lekko kręciło mi się w głowie. Postanowiłam iść się umyć. Zaczęłam schodzić gdy zobaczyłam Olę i Daniela przytulonych podczas snu , Sebę na drugim łóżku, Kubę (Co on tu robił?!) na fotelu i mojego kochanego Tomusia na drugim. Wzruszyłam się, z jednej strony cieszyłam się, że Kuba tu jest, ale jego obecność również mnie niepokoiła. Następny schodek miał być ty pechowym. Zaczęło mi się kręcić w głowie jeszcze bardziej niż przedtem, zobaczyłam mroczki przed oczami, uderzyłam o poręcz i zaczęłam spadać ale nagle usłyszałam dwa okrzyki i dwie pary rąk chwyciły mnie. 
-Wiki, nic nie nie jest? - spytał przestraszony Tomek - A ty co? - warknął - Dzięki, że mi pomogłeś, ale już ją możesz puścić.
-Gdybym jej nie złapał to by spadła - odezwał się zdenerwowany Kuba.
-Nie denerwuj mnie i puść ją w tej chwili - kiedy Kuba mnie puścił, Tomek przyciągnął mnie do siebie.
-Dziękuję, cześć - powiedziałam ochryple 
-Cześć Wiki -Kuba  uśmiechnął się- Nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie- uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Hej kochanie - Tomek nie dawał za wygraną. Pocałował mnie w czoło  - Nieźle mnie wczoraj przestraszyłaś. Jak się czujesz?
-Nie najlepiej. Nie chciałam Was obudzić, przepraszam.
-Przestań! Co ty wygadujesz? Bardzo dobrze, że nas obudziłaś.
-No właśnie- odezwał się Kuba i na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Wybaczcie, ale ja się pójdę umyć - powiedziałam.
-Pewnie, idź, idź, poczekam - odezwał się Tomek
-Poczekamy - poprawił Kuba.
Weszłam do łazienki, rozebrałam się, puściłam wodę i już miałam wchodzić do łazienki, kiedy usłyszałam głos Tomka:
-Co ty odpierdalasz gościu? - dało się słyszeć jak wściekły jest Tomek.
-Ja? Nic, a co ja niby robię?
-Przestań! Widzę, jak na nią patrzysz!
-A nie mogę ?!
-Przestań ze mną zadzierać, spróbuj coś kombinować, masz się od niej odwalić, rozumiesz?!
-Oj... niepokoisz się, bo wiesz, że jestem od Ciebie lepszy! Uważaj, bo ją stracisz... ona coś do mnie czuje, wiem to.
Usłyszałam tylko "Wypierdalaj stąd! I nie waż się do niej zbliżać!" Owinęłam się szybko ręcznikiem, wyszłam, chwyciłam Tomka za koszulkę i podniosłam głos:
-Puść go! Tomek, puść! Wiesz, że kocham tylko i wyłącznie ciebie! - obróciłam do przodem do siebie - A ty ?! Co ty sobie myślisz?! O mnie możesz zapomnieć. Nigdy nic "więcej" do ciebie nie czułam i nie będę czuła. Dzięki za wszystko, ale będzie lepiej jak już pójdziesz.
Kuba tylko posmutniał i wyszedł. Tomek był jeszcze trochę zdenerwowany, ale przytulił mnie i uspokoił się.
-Też cie kocham - przytulił mnie jeszcze mocniej - Bardzo Ci ładnie w tym ręczniku, ale idź się umyj i ubierz bo tu jest zimno.
-Eh... no dobrze, ale wiesz, że przy tobie mi nie zimno - cmoknęłam go w usta i poszłam się umyć.
Kąpiąc się, cały czas myślałam nad zaistniałą sytuacją, Może źle zrobiłam traktując tak Kubę...  . Ciepła woda spływała po moim ciele, zmywała cały stres. Co do Kuby to chyba dobrze postąpiłam... chyba. Ale należało mu się, Dobrze zrobiłam... .
Wyszłam i zobaczyłam, że na wieszaku wisi czerwona koszula w czarną kratkę, założyłam swoją czarną bieliznę, nie nią założyłam Koszulę Tomka i spodnie od pidżamy. Kiedy wyszłam, Tomek wpatrywał się w okno. Chyba się zamyślił, bo nie usłyszał jak wyszłam. Nie mogłam uwierzyć, że reszta dalej spała... nic ich nie obudziło, śpiochy jedne. Zaczęłam wychodzić na górę kiedy Tomek nagle się ocknął.
-Ojej, sorki, zamyśliłem się, czemu nic nie mówisz? Pomógłbym ci przecież,
-Nic nie szkodzi, sama poniosę, A o czym tak myślałeś?
-Oj, no daj - i wziął moje ubrania i kosmetyki - A o niczym ważnym, tylko o tym... debilu. Przepięknie ci w mojej koszuli - uśmiechnął się.
-Ech, daj już spokój, on gadał głupoty- i tu nagle ścisnęło mi się serce - Siadaj- wskazałam łóżko- siadł, ale był bardzo smutny - Ej misiek, co jest? - objęłam go 
-Nic- też mnie objął - Po porostu nie chcę cię stracić...
-Co?! Głuptasie, nie stracisz mnie! Ja cię kocham!
-Też cię kocham, ale ten frajer naprawdę mnie niepokoi...
-Ej... nie ufasz mi? - puściłam go
-Oczywiście, że ufam - przysunął mnie do siebie i zwaliliśmy się na łóżko. Nachylił się nade mną - Ufam ci, w stu procentach ci ufam.
Czułam dreszcze na całym ciele, ciepło jego ciała mnie ogrzewało, wydawało się, że idealnie dopasowuje się do mojego ciała. Poczułam, że bardzo go pragnę, dopiero teraz to sobie uzmysłowiłam. Pragnęłam go bardziej niż myślałam, najbardziej na świecie. Otrząsnęłam się dopiero kiedy nagle przyjemne ciepło zniknęło.
-Wiki?! Słyszysz mnie?
-Co? Tak, tak, przepraszam, zamyśliłam się.
                                                                                                            ***
Dzień zleciał, nasza grupa pojechała na wycieczkę, także zostałam sama, bo grupa chłopaków też gdzieś pojechała. Na moje nieszczęście lub szczęście Kuba był na ośrodku. Gdzieś o 14:00  ktoś zapukał do drzwi, zdziwiona poszłam otworzyć drzwi. Przede mną stał uśmiechnięty Kuba, przyglądający się mojej osobie ubranej w męską koszulkę z napisem "Vans" na środku i podkolanówkach z dwoma paskami na ich górze.
-Witaj Wiktorio- powiedział
-Em... cześć.
-Mogę wejść?
-Chyba tak... proszę - wskazałam fotel
-Dziękuję - wszedł i siadł
-Nie wiem, czy powinieneś tu być - stanęłam naprzeciw niego
Oj przestań - wstał i podszedł krok bliżej - Wiem, że nie jestem ci obojętny.
-No widzisz... mylisz się.
-Wątpię- przyciągnął mnie do siebie, pocałował, jego ręka powędrowała pod moją koszulkę i dotknęła pleców.
Ogarnęło mnie jakieś dziwne, nowe i przerażająco przyjemne uczucie, po czym odepchnęłam go. Powiedział tylko "Teraz będziesz mnie pragnęła jeszcze bardziej niż pragniesz teraz" i wyszedł. Zaczęłam płakać, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, czemu podobało mi się to kiedy mnie całował? Przecież ja mam chłopaka... miałam dość wszystkiego. Ale kochałam Tomka i ten pocałunek nic nie znaczył. Nie będę w ogóle o nim myślała. A te słowa Kuby... czy to była prawda? Czy tak miało się stać? Nie wiem. Ale pewnie niedługo się przekonam. Reszta dnia minęła spokojnie, oglądałam sobie filmy na laptopie i czekałam, aż wszyscy wrócą, po około trzech godzinach Ola wróciła, opowiedziałam jej, co się stało i zdecydowałyśmy, że lepiej będzie, jeśli nic nie powiem Tomkowi. Szkoda by było, robić sobie jeszcze większe problemy. Ola wieczorem miała iśc na stok wraz z Danielem, z tego co wiem Sebastian też miał iść. Miałam ogromną nadzieję, że Kuba pójdzie razem z nimi. 
Nastał wieczór, wszyscy wcielili swoje plany w życie. W naszym domku zostałam tylko ja i Tomek. 
-To co dzisiaj robimy misiek?- zapytałam
-Nie mam pojęcia, a co byś chciała robić?
-Hmhmhm... być z tobą - uśmiechnęłam się,
-Nawet jakbyś nie chciała, to musiałabyś - uśmiechnął się - Może pójdziemy się umyć? Położymy i jakiś film czy coś?
-Hm... no okej. To ty idź pierwszy. 
-Dobra, to puść jakiś film - cmoknął mnie w usta
-Okej, a koszuli, dla jasności ci nie oddam - uśmiechnęłam się 
Po umyciu się, włączyliśmy film, w pewnym momencie Tomek zjechał ręką z mojej talii na biodra, obróciłam się, popatrzył mi się w oczy i pocałował namiętnie, nagle zaczął rozpinać guziki mojej (ale jego) koszuli, po czym ściągnął mi ją, Byłam zdenerwowana, ale czułam, że to on, że to on jest tym jedynym.  Porwaliśmy się w wir namiętności, czułam to gorąco od niego buchające, jak każda moja część ciała reaguje, na ten cudowny stan, To uczucie, sprawiało, że mogłabym tam wtedy umrzeć, w spokoju, poniesiona namiętnością chwili. Wszystko wydawało się wtedy cudowne i kolorowe, nic więcej już nie pragnęłam.