Jej ręce znów się zregenerowały, niektórych ran już w ogólnie nie widać. Kolejne dni mijały bez zmian. Schudła jeszcze kilo i nadszedł ten dzień.
Stanęła przed lustrem i zobaczyła siebie w ciele grubszym niż zwykle, w ciele brzydkim.. Załamała się. Zrezygnowała nawet z owoców, na jej rękach pojawiły się nowe ślady walki, załamania, bezradności. Dziura w jej brzuchu, pusta już od wielu dni, powiększała się, pomału wciągała ją do środka. Ale co z tego?
Wszyscy mówili, że strasznie schudła, żeby się ogarnęła, bo to prowadzi do choroby.
Lecz już było za późno. Chora była już dawno, psychicznie. Teraz stała się również chora fizycznie.
Wszystko się zmieniło, katowała się ćwiczeniami, biegała, tańczyła, a jej organizm słabł cały czas.
Filip nie widział już w niej pięknej dziewczyny, patrzył na nią ze współczuciem. Już nie pociągała go tak bardzo. Stała się koścista, chuda nie do opamiętania. Gorzej niż modelki.
Kiedyś na jej widok robiło mu się ciepło. Miał ochotę wziąć ją w objęcia, przytulić i pocałować. Teraz czuje dziwny ucisk w sercu, jest mu smutno, chciałby jej pomóc, decyduje się na krok.
-Hej Gabi
-Cześć Filip- słowa niepewnie wylewały się z jej sinych, pokrytych truskawkowym błyszczykiem, który rozświetlił, dodając im koloru, ust.
-Zastanawiałem się, czy nie chciałabyś pójść ze mną do parku dziś wieczorem?
-Bardzo bym chciała, ale mam lekcję pianina- szczęściu towarzyszyło zdziwienie. On, Filip, zaprosił ją na randkę, ale czemu? Przecież jest taka gruba, może tylko się naśmiewa.
-Och, okej, szkoda.. a jutro?
-Jutro chyba mogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz